Aktualności

Green Velo 2018. Część środkowa - "Ściana wschodnia"

Bystry

4-18.08.2018 r.

 

Green Velo 2018
Część środkowa - "Ściana wschodnia"

 

Wpadł mi do głowy pomysł, aby przejechać szlak "Green Velo". Na "pierwszy ogień poszedł odcinek środkowy - "Ściana wschodnia", czyli trasa Białystok-Przemyśl lub odwrotnie. O wyborze kierunku jazdy zaważyły połączenia kolejowe - łatwiej było nam wyjechać z Bielska Białej do Przemyśla, a wrócić do BB z Białegostoku. Oczywiście teoretycznie.

Wyjazd zaplanowaliśmy na sobotę 4 sierpnia. Bilety oczywiście były już wcześniej zakupione przez Internet - dla nas i na rowery. Do BB zajechaliśmy ok. 45 minut przed planowanym odjazdem pociągu - stacja początkowa, wszystko mamy - tylko wsiadać. I tutaj pierwsza niespodzianka. Zamiast pociągu do Krakowa jest komunikacja zastępcza do Kęt, a tam dopiero czeka pociąg. No to my bagaże na rowery i przez tory do autobusu. Nasz transport już zdążył odjechać. Niespodzianka nr dwa - pan kierowca powiedział, że pomimo tego, iż mamy bilety na to połączenie, nie może zabrać nas z rowerami: "Takie mam przepisy", i trwał przy swoim jak osioł przy pustym żłobie. Nie pozostało nam nic innego jak dzwonić po nasz transport i jechać do Kęt. Auto było już w Jasienicy i trochę trwało, nim Michał dojechał ponownie do Bielska. Po ponownym załadowaniu wszystkiego do samochodu mieliśmy ok. 20 minut do planowanego odjazdu pociągu z Kęt. Była to chyba najkrótsza podróż w moim życiu na tej trasie - gdy wjechaliśmy na dworzec pozostała jeszcze minuta do odjazdu, a pan kierownik pociągu powiedział na nasz widok: "ja wiedziałem, że przyjedziecie". Podróż do Krakowa, później przesiadka na pociąg do Przemyśla i ok. 13.00 byliśmy na miejscu. Nocleg mieliśmy w "Obiekcie noclegowym PTTK" w odległości ok. 200 metrów od Rynku. Po rozpakowaniu bagaży i przebraniu się w "cywilne ciuchy" ruszyliśmy w miasto. Na Zamku obejrzeliśmy "Wesele kresowe" w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca "Przemyśl", a następnie na Rynku słuchaliśmy ulicznych grajków. Centrum Przemyśla już znaliśmy z poprzedniego pobytu w tym mieście, więc zwiedzanie odbywało się po większym okręgu. Późnym wieczorem powróciliśmy na nocleg, gdyż planowaliśmy w miarę wcześnie wyjechać rano.

Udało się już o 7.30 ruszyć na trasę. Pogoda była niezbyt łaskawa - po drodze spotkaliśmy dwie, na szczęście, niewielkie burze i jeden deszcz. Ostatni odcinek niedzielnej trasy tzn. ok. 20 km było wyścigiem z potężną burzą, która nas goniła do Wielkich Oczu i pokazała swoją moc w kwadrans po przyjeździe na kwaterę. Nocleg mieliśmy zamówiony w Domu weselnym. W tym dniu mieliśmy możliwość zwiedzić wspaniałą drewnianą cerkiew w Chotyńcu. Jest to obiekt wpisany na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Następny dzień był już inny - słoneczny, z lekkim wiatrem - pogoda dla rowerzystów. Pierwszym obiektem do obejrzenia był obronny zespół cerkiewny w Radrużu, również wpisany na listę obiektów UNESCO. Nocleg mieliśmy zaplanowany w Horyńcu Zdroju, w prywatnych campingach. Ponieważ, tradycyjnie już przyjechaliśmy w miarę wcześnie, to po odświeżeniu się i rozpakowaniu na kwaterze, postanowiliśmy - jak to mamy w zwyczaju - pozwiedzać miejscowość docelową w danym dniu. Horyniec Zdrój przypomina znane nam miejscowości uzdrowiskowe swoimi parkami, promenadami, pijalnią wód oraz tłumami kuracjuszy, którzy korzystali ze spacerów w chłodniejszym popołudniowym powietrzu. Noc była bardzo przyjemna - po gorącym dniu chłodna noc pomogła w odzyskaniu sił przed dalszą drogą. Nastepnego dnia mieliśmy dojechać do Józefowa.

Podróż rozpoczęliśmy ok. 8.00, a ponieważ pierwsza część trasy nie zapowiadała żadnych atrakcji, więc postanowiliśmy nieco ją zmodyfikować i pojechać prosto do rezerwatu "Szumy na Tanwi". Bardzo urokliwe miejsce, z kilkudziesięcioma wodospadami o wysokości od kilku do kilkudziesięciu centymetrów na przestrzeni ok. 300 metrów, przyciągało rzesze turystów. Następnie, w Suścu, wjechaliśmy już na Green Velo i po szlaku zajechaliśmy do Józefowa. Mieliśmy tam zamówiony nocleg w pokojach noclegowych, które mieściły się w budynku byłej synagogi. Parter zajmuje biblioteka, a pokoje są na drugim piętrze. Tutaj również pierwszy i ostatni raz w trakcie naszej wyprawy musiałem naprawić dętkę z roweru Wisi - nie była przebita, tylko przetarła się po pęknięciu opaski na feldze. Po odświerzeniu się poszliśmy zwiedzać miasteczko, którego jedną z atrakcji jest malowniczy kamieniołom.

Nastepnego ranka wyruszyliśmy w kierunku Zwierzyńca, gdzie mieści się siedziba Roztoczańskiego Parku Narodowego. Świetnie się jechało. Dalej pojechaliśmy do Szczebrzeszyna, aby posłuchać i obejrzeć najsłynniejszego polskiego chrząszcza. Jest bardzo fotogeniczny. Ze Szczebrzeszyna droga poprowadziła nas do Zamościa. Byliśmy tam już przed 14.00. Po odświeżeniu się wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta, a ponieważ niektóre obiekty dzieli dosyć duża odległość, więc zafundowaliśmy sobie zwiedzanie miasta Melexem z przewodnikiem.

Czwartkowa trasa poprowadziła nas z Zamościa przez Tarnogórę do Krasnegostawu. Jedną z atrakcji były licznie występujące bocianie gniazda, a szczególnie bocian wędrujący po drodze oraz maliny, które mogliśmy sobie zrywać do woli, u pani pochodzącej z Wodzisławia Śląskiego. Bardzo mili gospodarze na noclegu w agroturystyce.

W piątek rano ruszyliśmy do Chełma, a ponieważ proponowana trasa nie zapowiadała atrakcji, wiec pojechaliśmy drogą, która wiodła przez miejscowość Krupe. Znajdują się tu ruiny szlacheckiego zamku. Było wietrznie i gorąco - na jutro zapowiadano zmianę pogody. W nocy miała być wichura, o czym informowały sms-y RCB (Rządowego Centrum Bezpieczeństwa).

Również sobota miała być w podobnym klimacie, i dlatego też postanowiliśmy uprościć naszą trasę i pojechać najkrótszą drogą do Okuninki. W schronisku PTSM-u o nazwie "Krokodyl" - gdzie mieliśmy nocleg - miała przebywać również 20-osobowa grupa cyklistów z Lublina - odwołali przyjazd ze względu na pogodę. Około 16.00 przeszła ulewa, która ograniczała widoczność do kilkudziesięciu metrów.

W niedzielny poranek wyruszyliśmy do Włodawy. Bardzo dobrze się jechało w powietrzu odświeżonym popołudniowym deszczem. Droga do samej Włodawy - ok. 30 km prowadziła po ścieżce rowerowej. Włodawa jest uroczym miasteczkiem, w którym zetknęły się trzy kultury i religie: chrześcijaństwo, prawosławie i judaizm. Niestety, mieliśmy pecha - tak cerkiew jak i Mała i Wielka Synagoga są w remoncie. Z Włodawy pojechalismy do Sławatycz, słynących z korowodów Brodaczy - odpowiednika kolędników w innych regionach Polski. Są to mężczyźni poubierani w długie kożuchy, z przyprawionymi długimi brodami i czapami o wysokości ok. 80cm przystrojonymi papierowymi kwiatami i wstążkami. Ze Sławatycz, przez Jabłeczną, pojechaliśmy do Kodnia. Tam mieliśmy nocleg w Domu Pielgrzyma. W podziemiach bazyliki Sanktuarium mogliśmy zapoznać się z burzliwym życiem jego Fundatora oraz historią obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej. Jeśli ktoś będzie w tych okolicach, to polecamy zwiedzić sanktuarium - naprawdę warto. Wędrując po okolicy doszliśmy nad brzeg Bugu - po drugiej stronie była już Białoruś.

W poniedziałkowy poranek, po pysznym śniadanku ze świeżymi bułeczkami, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Poprzez Dobratycze dojechaliśmy do Terespola. Tam udało sie nam zwiedzić Starą Prochownię - jeden z obiektów Twierdzy Brzeskiej - odnowioną i wyposażoną staraniem miejscowych pasjonatów fortyfikacji. Obejrzeliśmy również jedną z cerkwi. W panującym tego dnia upale ruszyliśmy w dalszą drogę do Janowa Podlaskiego. Zajechaliśmy prosto do Stadniny Koni Arabskich, gdzie dobiegała coroczna aukcja arabów. W barze zjedlismy pyszny obiad (na rowerze wszystko ma lepszy smak), i udaliśmy się na rowerach na zwiedzanie stadniny. Spotkaliśmy się z bardzo sympatycznymi końmi, które szczególnie upodobały sobie Wisię i chciały sprawdzić zawartość jej sakw rowerowych. Silne wrażenie wywarł na nas "koński cmentarz", na którym są pochowane bardziej znane konie janowskiej stadniny, m.in. Pianissima, po śmierci której wokół Janowa powstał niezdrowy szum w 2015 roku. Następnie udaliśmy się na kwaterę w agroturystyce, której właścicielka w rozmowie telefonicznej powiedziała nam, w którym pokoju mamy nocleg, że jedzie z mężem na ryby i wróci ok. 21.00 oraz że dom jest otwarty i nikogo w nim nie ma.

We wtorek nasza trasa miała prowadzić przez Gnojno, Mielnik, Grabarkę, Nurzec Stację do Czeremchy. Jednakże napotkani kilka dni wcześniej rowerzyści jadący z kierunku przeciwnego odradzali nam jazdę przez Grabarkę i Nurzec ze względu na fatalny stan drogi (nawet na góralach z bagażem był problem na niektórych odcinkach rowery przeprowadzić). Okazało się, że w Gnojnie przeprawa promowa przez Bug jest nieczynna i musieliśmy pędzić 13km dalej do Mielnika. Tam w IT pan potwierdził nam opłakany stan trasy w okolicach Grabarki i zaproponował trasę drogami asfaltowymi przez Adamowo, Klukowicze do Czeremchy. Miało to również związek z zapowiadanymi na popołudnie burzami. Mieliśmy jeszcze do przejechania ok. 30km i choć jechaliśmy przeszło 25km/godz., trasa bardzo się dłużyła, nad nami ciągle tworzyły się nowe chmury burzowe, do tego wiało mocno i grzało. Godzinę po przyjeździe do Czeremchy, gdy byliśmy w markecie uzupełnić zapasy na następny dzień, przeszła taka ulewa, że na chwilę zgasło światło.

Następnego dnia wyjechaliśmy o 7.30 na trasę przez Kleszczele, Dubicze Cerkiewne do Hajnówki. Mieliśmy tam zarezerwowany nocleg w Domu Nauczyciela. Na miejscu byliśmy ok. 11.30 i dużo czasu na zwiedzanie. Udało się nam w miarę wcześnie zakwaterować. Prysznic, krótki odpoczynek i na miasto. Mieliśmy możliwość zwiedzić sobór Św. Trójcy, później poszliśmy na basen, a po basenie na pyszny obiad z regionalnej kuchni i na nocleg. Czwartkowa trasa rozpoczęła sie nieco później niż zwykle, bo ruszyliśmy ok.8.30 (spało nam się źle?). Przez Narew i Zabłudów dojechaliśmy do agroturystyki w Pasynkach. Nic ciekawego.

W piątek rano wyjechaliśmy na ostatni etap naszej wędrówki - z Pasynek do Białegostoku. Droga prowadziła najpierw po piachu – dobrze, że był dosyć mocno ubity, następnie po bardzo dziurawym asfalcie a w końcu po remontowanej drodze. Wszelkie utrudnienia skończyły się na granicy Białegostoku. Dzięki mapie ścieżek rowerowych, otrzymanej na Zlocie w Supraślu, nie mieliśmy problemów z poruszaniem się po mieście i dotarciem na nocleg. Po zakwaterowaniu i doprowadzeniu do porządku naszego wyglądu, postanowiliśmy pójść pozwiedzać miasto, które kilka lat wcześnie już poznaliśmy przy okazji otwarcia Zlotu Przodowników. Było bardzo gorąco i w związku z tym zwiedzanie było dosyć wyczerpujące. Wisia chciała jeszcze wieczorem wybrać się na jakiś koncert, ale niestety zmęczenie zwyciężyło i już nigdzie nie poszliśmy.

Rano, po zjedzeniu śniadania i spakowaniu się, wyruszyliśmy na dworzec kolejowy – ok. 3km - gdzie czekał na nas pociąg do Bielska Białej. Ale żeby się do niego dostać najpierw należało wytaszczyć rowery wraz z bagażem na kładkę nad torami ok.6,5m do góry, a poźniej z nimi zjechać na dół. Tam wystarczyło już tylko ulokować bagaże, zaczepić rowery i czekać na odjazd 10.18. Podróż minęła bez przygód i planowo o 17.13 przybyliśmy do Bielska Białej, gdzie z samochodem czekał już na nas Michał. Powrót do Cieszyna to była już tylko formalność.

W przyszłym roku (2019) planujemy kontynuować wędrówkę po Green Velo w części północnej na trasie Elbląg - Białystok.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - "Ośka" i "Bystry"]

 

"Ośka" i "Bystry"

Zebranie sprawozdawcze za 52 sezon kolarski 2018 r.

Rechtór

25.01.2019 r.

 

Zebranie sprawozdawcze za 52 sezon kolarski 2018 r.

 

Co roku styczeń jest okresem zebrań, sprawozdań i podsumowań. Nasze zebranie odbyło się tradycyjnie w gościnnej sali SM Cieszynianka, gdzie przybyło prawie 30 klubowiczów sympatyków i gości. Gości reprezentował m.in. kol. Robert Wałaski z PTTS-u i H.Franek z zebrzydowickiej Przerzutki. Wśród obecnych klubowiczów warto odnotować obecność W.Nowaka i K.Sumery z Bielska-Białej oraz "Seniorka" A.Poloczka.

Po ogarnięciu spraw sekretariatu co sprawnie przeprowadziła Rozstrzapek M.Biłko-Holisz prezes klubu Rechtór Z.Pawlik wszystkich przywitał i przedstawił program spotkania. Z wyboru zebranych przewodniczącym zebrania został Bystry J.Rezmer, przy pomocy Z.Pawlika jako wiceprzewodniczącego oraz J.Rezmer-sekretarza. Blok sprawozdawczy który rozpoczął się sprawozdaniem prezesa. Przemowa była przydługa bo też omawiany sezon był dla Ondraszka bardzo udany. Zrealizowano w nim wszystkie zamierzenia, a i odbyło się też dodatkowo kilka ważnych wydarzeń. Wspomniano też indywidualne pomysły klubowiczów. Ciekawych wydarzeń na Ondraszkowym podwórku odsyłam do rzeczonego sprawozdania.

W dalszym ciągu sprawozdanie finansowe złożyła nasz skarbnik "Apanaczi" B.Toman. Wiało z niego optymizmem jako, że w omawianym roku udało się m.in. sprzedać jeden z sporadycznie już używanych rowerów klubowych, co też wpłynęło dodatnio na stan naszej kasy. Komisja Rewizyjna w swoim wystąpieniu pozytywnie oceniła działalność zarządu, a stosowny protokół odczytał Gwarek K.Szewczyk. W sprawozdaniu Referatu Weryfikacyjnego Odznak P. Hamera Paparazzi wręczył część zdobytych odznak. M.in. dowiedzieliśmy się, że Gocha i Kolyjosz mają zweryfikowane książeczki na Rajd Dookoła Polski, a Justyna Pawlik otrzymała długo zdobywaną Małą Złotą KOT.

W głosie dla gości wiele dobrego o naszej współpracy powiedział R.Walaski z PTTS-u deklarując większy udział własny i "beskidzioków" na "ondraszkowych" wycieczkach, nad czym utyskiwał prezes Ondraszka w swoim sprawozdaniu. Za udane współdziałanie podziękował też H.Franek z "Przerzutki" i deklarował dalsze partnerstwo w niektórych projektach.

Zdecydowanie najbardziej oczekiwanym był blok poświęcony konkursom i związanych z nimi nagrodami. Tutaj należałoby przywołać uwagę ze sprawozdania że wyniki są nie tylko efektem zaangażowania beneficjentów konkursu, ale też ich systematyczności w dokumentowaniu osiągnięć. Jest to z kolei podstawą do klasyfikacji oraz pochodną z zajętych miejsc. I tak:

  • w tradycyjnym konkursie na najlepszego turystę kolarza sezonu 2018 zwyciężyli
    1. miejsce ex equo (niebywałe!!) "Wędrowniczek" L.Szurman i Olo A.Sorkowicz 140 pkt.
    2. miejsce "Rechtór" Z.Pawlik 129 pkt.
    3. miejsce "Bystry" J.Rezmer 113 pkt.
    4. miejsce "Szykowno" B.Szarzec 103 pkt.
    5. miejsce "Ośka" J.Rezmer 80 pkt.
  • duże zainteresowanie wzbudził dodatkowo ogłoszony konkurs na najciekawsze wydarzenie sezonu 2018. Na specjalnych kartach zawierających 24 klubowe imprezy tego sezonu głosowało 29 zebranych, a wyniki podsumowało powołane ad hoc jury. Okazało się że uczestnicy wycieczek jako najciekawsze z nich wskazali:
    1. miejsce - zakończenie sezonu przy źródle Borgońki w Hażlachu (organizator "Ośka" i "Bystry") 73 pkt.
    2. miejsce - rowerowa pielgrzymka na Jasną Górę (organizator "Rechtór") 61 pkt.
    3. miejsce - wycieczka do słowiańskiego Białogrodu (organizator "Ziołowy") 57 pkt.
    4. miejsce - zielonoświątkowa jajecznica (organizator "Kropelka") 55 pkt.
    5. miejsce - Rowerowa Sztafeta Niepodległości (organizator "Przerzutka" i "Ondraszek") 53 pkt.
  • Nie trzeba dodawać, że wyróżnienie to jest jednocześnie formą podziękowania dla organizatorów za zaangażowanie w przeprowadzenie tych wypraw. Dyplom za współorganizacje Sztafety Niepodległości odebrał lider Przerzutki H.Franek. Wymienieni otrzymali pamiątkowe dyplomy, a najlepsi też nagrody rzeczowe w postaci bonów towarowych do realizacji w wybranych sklepach rowerowych.

    Pozostało jeszcze rozwiązanie konkursu wprowadzonego na zebraniu sprawozdawczym za 2016 rok, jako inicjatywa oddolna klubowiczów. Jest to konkurs "Klubowa 50-tka", w którym uczestnicy pracowicie zbierali punktacje przez dwa kolejne sezony 2017 i 2018 i walczyli o pamiątkową statuetkę swego czasu wymyśloną i wyprodukowaną przez Bystrego J.Rezmera, który też opiekował się konkursem i dokonał też jego podsumowania. Jako dolną granicę przyjęto 50 pkt regulaminowych.

    Oto lista zwycięzców:

    1. miejsce "Wędrowniczek" L.Szurman 211,14 pkt.
    2. miejsce "Bystry" J.Rezmer 198,02 pkt.
    3. miejsce "Ośka" J.Rezmer 175,49 pkt.
    4. miejsce "Olo" A.Sorkowicz 172,31 pkt.
    5. miejsce "Rechtór Z.Pawlik 144,31 pkt.
    6. miejsce "Afi" J.Pawlik 109,30 pkt.
    7. miejsce "Roztrzapek" M.B.Holisz 90,31 pkt.
    8. miejsce "Przypon" L.Nowak 80,05 pkt.
    9. miejsce "Smig" P.Holisz 72,35 pkt.
    10. miejsce W.Nowak 68,13 pkt.
    11. miejsce Ł. Krawczyk 55.06 pkt.

    Wymienieni otrzymali upragnione piękne statuetki oraz certyfikaty ich zdobycia.

    W dalszym ciągu zebrania wręczono dyplomy O/PTTK przyznane za wyjątkowe osiągnięcia w omawianym roku. Otrzymali je:

    • Jadwiga Rezmer za wyjątkowo skuteczne poszukiwanie wsparcia Rodzinnych Rajdów Rowerowych
    • Aleksander Sorkowicz - za pomysł, przygotowanie i realizację "Dnia Dziecka z Ondraszkiem"

    Dyplom klubu trafił z kolei do Łukasza Krawczyka za bezinteresowne materialne wsparcie "Dnia Dziecka z Ondraszkiem".

    Na koniec pochyliliśmy się wszyscy nad pomysłami na 53 sezon turystyczny Ondraszka. Po dyskusji przedstawiony plan został zatwierdzony włącznie z nieco kontrowersyjnym pomysłem realizacji kolejnej edycji rajdu rodzinnego. Zapowiedziano też kilka dodatkowych atrakcji w tym organizację balu ondraszkowego, a także możliwość rowerowej wyprawy wraz z AZT-sem do Szwecji o czym poinformował M.Bubik.

    I teraz pozostaje tylko te ambitne plany zrealizować i miejmy nadzieję, że damy radę.

    Spotkanie zakończyło się ok.19.30, a więc nieco przed zaplanowanym czasem, co jest sporą zasługą prowadzącego. Jedyne co nie doszło do skutku to prezentacja sezonu przygotowana przez Paparazziego, i to z bardzo prozaicznego powodu: przy wypożyczaniu sprzętu do odtwarzania nie przekazano hasła dostępowego... a szkoda.

     

    [GALERIA ZDJĘĆ - "Rechtór"]

     

    Rechór Zbyszek Pawlik

    Życzenia od Ślimoki Goleszów

    Paparazzi

    24.12.2018 r.

     

    ŻYCZENIA

     

    Z dźwiękiem dzwonów melodyjnych,

    wraz z opłatkiem wigilijnym,

    w dzień Bożego Narodzenia,

    ślimy serdeczne te życzenia,

    zdrowia, szczęścia, powodzenia

    i w Nowym Roku marzeń spełnienia.

     

    yczenia

     

    Koło PTTK nr 19 Ślimoki Goleszów

    Relacja z prywatnego wyjazdu wakacyjnego Wlachów 2018

    Czorno

    28.07.2018 r.

     

    RELACJA Z PRYWATNEGO WYJAZDU WAKACYJNEGO WALCHÓW - 2018

     

    Kolejne lato i wczasy za nami. Już 15. raz z rzędu wyruszyliśmy na wakacje w stylu agroturystyka (choć nie do końca) w dwóch lokalizacjach, odległych od siebie o 100-250 km (też nie do końca), po ok. tygodniu w każdej, naturalnie z rowerami.

    Na pierwszą część wczasów, od 23 do 27 lipca 2018 r. zakotwiczyliśmy w Laskach, niemal graniczących z Warszawą, w pokoju gościnnym przy restauracji "Bartek", w otulinie Kampinoskiego Parku Narodowego. "Po drodze" zaliczyliśmy zwiedzanie historycznej części Żyrardowa – miasta tkaczy zaprojektowanego i wybudowanego na bazie wsi Ruda Guzowska przy wielkim udziale Francuza, Phelippe de Girarde`a, twórcy maszyn tkalniczych, ponad 150 lat temu na polach i łąkach, na zlecenie władz Królestwa Polskiego. Historia, architektura i układ urbanistyczny tego miasta są unikatowe w skali Polski, ale i Europy. Od początku istnienia i przez prawie cały XX wiek miasto tętniło życiem: produkowało się tu tkaniny lniane, rozrywane z powodu bardzo dobrej jakości na całym świecie; by po reformie prof. Balcerowicza... upaść u jego (XX w.) schyłku. Miasto ratuje się jak może i dobrze, bo jest piękne. Obejrzeliśmy z zewnątrz i wewnątrz: Resursę, Kościół Farny p.w. Matki Boskiej Pocieszenia z witrażami autorstwa słynnego Mehofera, Starą Przędzalnię, II-kondygnacyjne budynki i komórki robotników (jest ich kilkadziesiąt!), wszystko z czerwonej cegły, w jednym stylu i charakterze. Jest nawet sklepik z artykułami lnianymi. Od soboty do następnego piątku (27 lipca) przemierzaliśmy na rowerach na przemian: Kampinoski Park Narodowy i Warszawę (dojeżdżając do jej centrum metrem (!)). I znów zwiedziliśmy i poznaliśmy trochę piękny kawał polskiej ziemi, w tym jej stolicę, naznaczony śladami walki o tę jej polskość dosłownie co krok! W Kampinosie groby, pomniki, głazy upamiętniające miejsca walki i śmierci bojowników z okresu Powstania Styczniowego w 1863 r. oraz z lat II Wojny Światowej, zarówno walk Wojska Polskiego we wrześniu 1939 r., jak i działalności partyzanckiej, w tym tzw. Rzeczpospolitej Kampinoskiej. Z każdego miejsca emanuje oczywiście przyroda, starodrzewia, paprocie, tereny bagienne oraz... piaski. Nie uświadczyliśmy tylko łosi i rysi, a są tu bez wątpienia, ale węże o czarnych oczach w żółtych obwódkach, malutki i ok. 1 metra długości owszem, wprost na ścieżkach.

    W Warszawie na każdym dosłownie kroku, na murach, chodnikach i drogach dominują ślady Powstania Warszawskiego i Powstania w Getcie: tabliczki opisujące tragedie, jakie w danym miejscu się wydarzyły, białe brzozowe krzyże, pomniki upamiętniające ludzi, którzy tam walczyli i zginęli, przebieg kanałów, którymi się przemieszczali, miejsca pochówków wykonanych naprędce i późniejszych ekshumacji. Jest też inna Warszawa, odbudowana – zrekonstruowana z ogromnym pietyzmem: Zamek Królewski i jego okolice starówka, Kościoły, Zamki i Pałace, słynne przedwojenne hotele Bristol, Polonia, Belotto, w dużej mierze w okresie PRL-u, a w ostatnich latach pod rządami Hanny Gronkiewicz-Waltz zrewitalizowana do poziomu stolicy europejskiej z prawdziwego zdarzenia (choć oczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia, zwłaszcza w biedniejszych dzielnicach). I jeszcze jest Warszawa nowa, przyjazna turystom i mieszkańcom, ze świetną naszym zdaniem komunikacją zbiorową i łatwym do niej dostępem, parkami, zielenią, przestrzenią publiczną i z pięknymi ale też upamiętniającymi historię miasta i kraju nowymi obiektami, jak Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Kultury Żydowskiej POLIN, Centrum Nauki Kopernik, nabrzeże Wisły, Stadion Narodowy itd. itp., które oczywiście zwiedziliśmy.

    Drugi tydzień, spędzony w Zastaniu na wyspie Wolin (trochę dalej niż 100 km) to czas spędzony wspólnie między innymi z grupą Ondraszkowców: Andrzejem Słotą i Jego wnukiem, Basią Toman, Krysią i Rysiem Pawliczkami oraz Ich synem i wnukiem, Beatą Szarzec. Znów park narodowy, tym razem Woliński, znów piękne okolice – tym razem nadmorskie, choć oblężone wczasowiczami. Wycieczki rowerowe wspólne i samodzielne, w tym do Kamienia Pomorskiego – wszystkie 17 osób się wybrało, oczywiście Katedra, Wirydarz, ale też festyn folklorystyczny i pobyt na nienazwanej wyspie, na którą powiózł nas Andrzej, a której atrakcją jest ogromny Głaz Królewski o średnicy 20 m, ponoć związany z epoką średniowieczną, nazwany tak od chwili, gdy Król Polski Bolesław Krzywousty stojąc na nim w 1121 R. (!), odbierał defiladę floty słowiańskiej. Wszyscy, choć nie wszyscy razem, zwiedzili też miasto Wolin, a w nim groby kurhanowe na Wzgórzu Wisielców, rezerwat archeologiczny z archeoparkiem, w którym akurat odbywał się festyn, którego uczestnicy paradowali w strojach średniowiecznych, trudnili się dawnym rzemiosłem i mieszkali w chatach urządzonych na poziomie średniowiecznym. Odbyliśmy też w 17 osób wspólną wycieczkę rowerową, głównie szlakiem R10, przez Świnoujście do Niemiec, zatrzymując się między innymi przy latarni morskiej i wchodząc na nią, zaglądając do Fortu Zachodniego i Fortu Anioła, a w Niemczech przejeżdżając ścieżkami rowerowymi z piękną infrastrukturą i kwietno-krzewową oprawą przez kurorty nadmorskie Ahlbeck, Ukeritz. Wracaliśmy już w grupach, każda na własną rękę. Woliński Park Narodowy obejmuje też piękne, niesamowicie czyste jeziora, z których w jednym – Wisełka – można się kąpać, co uczyniliśmy! Naturalnie kąpaliśmy się też w Bałtyku, bowiem dni przepełniał upał lub wielki upał. Wieczory uprzyjemniał nam brydż, gry planszowe i wspólne towarzystwo.

    Podsumowanie analogiczne jak w ubiegłym roku: piękna nasza Polska cała – kilka zdjęć na dowód. Trzeba zrobić wszystko byśmy my, nasze dzieci i wnuki mogły żyć w wolnej Ojczyźnie ale i w czystym środowisku… To teraz najważniejsze wyzwanie.

     

    [GALERIA ZDJĘĆ Kampinos i okolice - Czorno]

    [GALERIA ZDJĘĆ Wolin i okolice - Czorno]

     

    Ala "Czorno"