Na Zlocie Ondraszków reprezentowały aż trzy prawie niezależne ekipy, które „pojawiały się i znikały w różnym czasie”. Od początku uczestniczył team złożony z Piotra Holisza – „Śmiga ” oraz Grzegorza Cieńciały – „Dzięcioła”. 20.06. dojechał piszący te słowa Zbyszek Pawlik – „Rechtór” oraz niezależnie cały klan Gracyjaszów – Wisia i Andrzej z synem.
Załapałem się na długą bo prawie 100 km wyprawę z Gliwic – Czechowic gdzie był biwak przez Pyskowice, Jemielnicę, Toszek, Łubie i z powrotem. Wyruszyliśmy kilkudziesięcioosobowym peletonem (ogółem było prawie 300 uczestników) lecz już w Pyskowicach dopadł nasz rzęsisty deszcz i z peletonu nie została nawet połowa. Najgorsze przeczekaliśmy pod dachem szkoły i ruszyliśmy dalej prowadzeni przez organizatorów. Trzeba przyznać, że okolice Gliwic teraz ani trochę nie kojarzą się z zadymionym Górnym Śląskiem, wręcz przeciwnie – dużo lasów, dobrych dróg i ciekawych miejsc – to dobre warunki do turystyki rowerowej. I jeszcze jedno jest płasko i jedzie się jak po stole.
Zwiedziliśmy ciekawą miejscowość Jemielnica z ładnym pocysterskim klasztorem. Działa tu prężnie niemiecka mniejszość i trochę wygląda to tak jakbyśmy nie byli po tej stronie granicy. W Toszku warty do odwiedzenia Zamek, a Łubiach – klasycystyczny pałac szkockiego rodu Baildonów -tych hutnictwa. Wieczorem uczestniczyliśmy we wspólnych śpiewach przy ognisku i zabawie.
Organizatorzy mieli przygotowany ciekawy program tak, że każdy dzień można było jechać w inną stronę na trasy o trzech długościach od spacerowych – 40 km po długodystansowe.
