Aktualności
Rajd Rowerowy żywocickimi stelami
- Szczegóły
- Autor: Rechtór
2.08.2025 r.
Rajd Rowerowy żywocickimi stelami
W uroczystościach upamiętniających nieszczęsne wydarzenia z sierpnia 1944 r. bierzemy udział co roku, jednakże zazwyczaj było to połączone z udziałem w centralnych uroczystościach, tak więc siłą rzeczy fragmentarycznie objeżdżaliśmy teren tragedii. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić w miarę możliwości wszystkie kamienne stele-pomniczki rozsiane po całych Żywocicach, a dopiero na zakończenie podjechać do centralnego pomnika ofiar. Pomogła nam w tym wyznaczona jakiś czas temu ścieżka dydaktyczna obejmująca wszystkie 24 stele oraz fenomenalna pamięć naszego prowadzącego Władka Kristena, który wiedział gdzie je znaleźć.
Start wyznaczyliśmy na przystanku kolejowym Hawierzów-Sucha, gdzie pociągiem o godz. 9.15 przyjechało 6 uczestników, a na rowerach już dojechało kolejnych 5 więc razem było nas 11, w tym 8 Ondraszków. Po krótkim komentarzu historycznym* wygłoszonym przez Władka i "Rechtora" ruszyliśmy w teren. W odróżnieniu od ostatnich lat było słonecznie i ciepło, więc ani pogoda ani czas nas nie poganiały.
Władek bezbłędnie prowadził do kolejnych steli, i przy każdej nakreślił w paru słowach sylwetki zabitych oraz sytuację jak do tego doszło. Władek też jako jedyny z nas miał okazję poznać te tragiczne fakty w bezpośrednich rozmowach z rodzinami ofiar, a nam zostało posiłkować się jedynie tym co później zostało napisane. Choć i to też się przydało, bowiem korzystaliśmy z wydanej w ubiegłym roku publikacji Muzeum Śląska Cieszyńskiego pt. "Żywocice - Životice 1944", która powstała m.in. przy naszej skromnej pomocy w materiale zdjęciowym. Finalnie udało się nam dojechać do 22 pomniczków czyli dwa ominęliśmy, a kolejnych dwóch niestety nie odnaleźliśmy. Tak więc założenia tej wyprawy w większości udało się jednak zrealizować. Do centralnego pomnika ofiar dojechaliśmy już po oficjalnych obchodach i trafiliśmy na wielkie sprzątanie. Tutaj również zapaliliśmy przywiezione światełko pamięci oraz zwiedziliśmy jeszcze otwarte muzeum.
Zakończenie i podsumowanie wyprawy nastąpiło w... "Ameryce", bowiem tak nazywa się tutejsza gospoda. No i jeszcze pozostało wrócić do Cieszyna, co już zrobiliśmy na własną rękę.
Ja pojechałem przez Suchą Górną, Olbrachcie, Kocobędz i przejechałem łącznie 37 km.
* nie opisuję tutaj wydarzeń tego tragicznego niedzielnego poranka 06.08.1944r. zakładając, że ta historia jest w większości znana. Jeżeli nie, to polecam literaturę jak choćby wymienioną publikację Muzeum Cieszyńskiego.
Rechtór -Zbyś
Ślady węglem pisane
- Szczegóły
- Autor: Rechtór
4.05.2025 r.
Ślady węglem pisane
Nasi klubowicze z Wodzisławia Irena i Marian Gołudzcy, zwycięzcy ubiegłorocznej edycji konkursu na najciekawszą wyprawę sezonu teraz zaserwowali nam równie ciekawą wycieczkę tematycznie związaną z "czarnym złotem tej ziemi", co dobitnie podkreślał jej tytuł. Na starcie w dzielnicy Wodzisławia-Zawadzie, mimo dość niepewnej pogody stanęło 15 Ondraszków i jeden sympatyk.
Prowadzący Marian opowiedział krótko o tym co zobaczymy po czym wszyscy otrzymali starannie przez niego przygotowany mini przewodnik o atrakcjach trasy. Pierwszy przystanek nastąpił w pobliskim Pszowie, gdzie odwiedziliśmy Matkę Boską Uśmiechniętą w miejscowym kościele. Ciekawa jest jej historia. Otóż jest to kopia obrazu MB Częstochowskiej przywieziona przez parafian z częstochowskiej pielgrzymki w 1772r. Madonna zaczęła się uśmiechać za sprawą miejscowego artysty, który podjął się renowacji obrazu i nieco zmienił jej oblicze. Uśmiechnięta Madonna była powodem licznych uzdrowień i nic dziwnego, że stała się celem pielgrzymek. Już w 1795r. kościół ustanowiono sanktuarium, a w 1997r. podniesiono do rangi basilica minor tj. bazyliki mniejszej.
Opodal zobaczyliśmy budynek, w którym w czasie wojny urządzono obóz przejściowy Polenlager 58, a nieco dalej pozostałość po dawnej KWK "Anna", która przestała "fedrować" w 2011r. po 179 latach funkcjonowania. Budynek dawnej łaźni i maszynowni został nobilitowany na ...bibliotekę. Widok regałów z książkami w otoczeniu zachowanej maszyny wyciągowej sprawiał dość abstrakcyjne wrażenie. Wieża wyciągowa służy obecnie za wieżę widokową, co też naocznie sprawdziliśmy. Wyjeżdżając z Pszowa odwiedziliśmy również znaną Kalwarię z kaplicą na szczycie, przy której w 1987r. erygowano nową parafię. Następnym celem na trasie był Rybnik, a właściwie jego dzielnica Niewiadom, gdzie znajduje się ważny zabytek industrialny czyli kopalnia "Ignacy". Kopalnia powstała już w 1792r jako "Hoym", a swoje drugie imię dostała w 1936 po ówczesnym Prezydencie RP Mościckim. Po wojnie była to KWK Rydułtowy i też już dawno nie pracuje. Od 1999r. dostała drugie życie jako muzeum górnicze. Ciekawa ekspozycja w dawnych kopalnianych budynkach pokazuje historię górnictwa oraz pary jako napędu przeróżnych urządzeń. Główna atrakcją są zachowane dwie parowe maszyny wyciągowe z 1900r. oraz 1920r. "Wisienką na torcie" jest ta druga, bowiem dzięki dawnym maszynistom - pasjonatom jest nadal czynna. Byliśmy świadkami uruchomienia tego kolosa i dosłownie jak w wierszu Jana Brzechwy "ruszyła maszyna, najpierw powoli jak żółw ociężale... para buch, koło w ruch".
Z wieży ciśnień obecnie robiącej za wieżę widokową było widać następną atrakcję widoczną nawet z naszych Beskidów tj. hałdę "Szarlota". Ta przeogromna góra odpadów pokopalnianych nadal żyje płonąc żywym ogniem w swoim wnętrzu. Świadczą o tym wydzielające się tu i tam smużki toksycznego dymu zatruwające okolicę.
W drodze powrotnej zobaczyliśmy jeszcze jedną ciekawostkę industrialną. Był to sporej wielkości betonowy magazyn mat. wybuchowych ukryty wśród pól. Budowla ta, częściowo zagłębiona w ziemię została wybudowana przez firmę z Drezna w 1910r. i jest nazywana "Pruską prochownią". Odkąd przestała służyć zgodnie z przeznaczeniem, niestety niszczeje.
Zakończenie tej bardzo ciekawej wyprawy nastąpiło w przydomowym ogródku prowadzących. Była to okazja do degustacji tak smakowitych potraw, że na samo wspomnienie jeszcze teraz ślinka cieknie...
Przejechaliśmy nieco ponad 30 km i udało się nie wyciągać peleryn.
Rechtór Zbyś
Prolog kolarski – ten właściwy
- Szczegóły
- Autor: Rechtór
26.04.2025 r.
Prolog kolarski – ten właściwy
Dokładnie dwadzieścia dni po moim, jak się okazało prywatnym prologu uczestniczyłem w kolejnym prologu, teraz organizowanym przez przyjaciół z PTTS-u. Tym razem pogoda dopisała i było w sam raz na rowerową wycieczkę: słonecznie, ale nie za ciepło. W miejscu startu przy remizie strażackiej w Al. Masaryka pojawiło się kilkunastu Beskidzioków, w tym 8 letnia dziewczynka na swoim rowerku, wraz z rodzicami. Z Ondraszkami tym razem jakoś słabo wyszło bowiem było nas raptem trzech na rowerach: Marek Rusz, Olo i ja oraz Unisono i Czorno którzy jechali z nami tylko w myślach, bo przybyli tutaj piechotą. Trasa nie była specjalnie wymagająca: Kocobędz - Albrechcice - Stonawa - Karwina i powrót ścieżką rowerową do Cieszyna. Trzeba jednak zaznaczyć, że podjazd pod kocobędzki kopiec do łatwych nie należał. Ale potem odebraliśmy nagrodę: długi i fajny zjazd najpierw przez łącki las i następnie wzdłuż torów kolejowych aż do Albrechcic. Postój regeneracyjny przewidziano w Stonawie w ogrodzie Domu PZKO, więc miałem chwilę aby zobaczyć tutejszy górniczy park pamięci, gdzie wystawiono wózki z ostatnim urobkiem z aż trzech okolicznych kopalń, które już zakończyły fiedrować. Jest tu także oryginalny pomnik-łza poświęcony 13 ofiarom katastrofy górniczej jaka się tutaj wydarzyła w grudniu 2018r.
Na metę - do parku Sikory w Cz.Cieszynie dojechaliśmy już ok.14.00.
Łącznie przejechałem 34 km, czyli w sam raz na dobry początek.
Rechtór Zbyś
Strona 2 z 2