19-26.07.2025 r.
OBÓZ ROWEROWY "WIELKA WARMIA 19-26.07.2025"– byt równoległy.
Ktoś mógłby zapytać, dlaczego taki tytuł? Otóż wyjaśniamy.
Pomysł obozu na Warmii bardzo się nam spodobał. Tamten teren - chociaż niedaleko mieszkałem przez 46 lat - nie był dla mnie bardzo znany. Wszystkie ważniejsze miejscowości odwiedziłem, ale okoliczności były zupełnie inne.
Ale wracając do obozu. Chcieliśmy poznać przyszłą bazę. Jednakże główny organizator nie potrafił nam podać żadnych szczegółów oprócz nazwy i miejsca. Po zapoznaniu się w internecie z ofertą, uznaliśmy, że warunki jednak nam zbytnio nie odpowiadają i postanowiliśmy poszukać czegoś innego, aby być w centrum zwiedzanego regionu. Nasz wybór padł na Olsztynek, gdzie znaleźliśmy apartament przy Rynku. Decyzję tą przypieczętował fakt, że moja córka mieszka od grudnia w Olsztynku i też chcieliśmy pobyć z Nią.
Tak więc 19.07. zajechaliśmy do Olsztynka, a reszta ekipy do Ostaszewa. Po rozlokowaniu się na kwaterze wyruszyliśmy na wstępne zwiedzanie miasteczka. Trochę zszokowały nas ceny, szczególnie w lokalach, ale jak się dowiedzieliśmy, to są one przystosowane do tzw. "warszawki", która bardzo licznie tutaj przyjeżdża. Trochę zmęczeni po podróży poszliśmy w miarę wcześnie spać.
Niedzielę, po śniadaniu, rozpoczęliśmy od zwiedzania skansenu w Olsztynku, czyli Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku. Muzeum powstało w 1913 r. w Królewcu, a w latach 1938-42 zostało przeniesione do Olsztynka. Jest tu prezentowana kultura ludowa Prus Wschodnich z obiektami z Mazur, Warmii, Powiśla i Małej Litwy - cokolwiek ta nazwa oznacza. Wystawiane są tutaj budynki mieszkalne, gospodarcze, przemysłowe i sakralne,także całe zagrody. Atrakcją są żywe zwierzęta.
Następnie pojechaliśmy na lądowisko w miejscowości Gryźliny, gdzie od soboty trwał piknik lotniczy. Wstęp był dosyć drogi a do zakończenia imprezy pozostało już niewiele czasu, więc postanowiliśmy pooglądać pokazy lotnicze zza płotu. W końcu samoloty latały dosyć wysoko. W międzyczasie była porządna ulewa - padało jednakowo z obu stron płotu.
Na poniedziałek byliśmy umówieniu z grupą na Polach Grunwaldzkich. O 12.00 spotkaliśmy się wszyscy przed wejściem do Muzeum Bitwy pod Grunwaldem. Oczywiście były wspólne fotki a później zwiedzanie Muzeum. My byliśmy już wcześniej, gdyż udało się nam wcześniej przyjechać. Później jeszcze pomnik grunwaldzki, miejsce prawdopodobnej śmierci Ulricha von Jungingena oraz kaplica pobitewna. Na koniec kawa i rozjechaliśmy się w swoje strony. Chociaż nie na długo.
Byliśmy umówieni na ok 18.00 na bazie w Ostaszewie. Wizyta utwierdziła nas w przekonaniu, że wybór Olsztynka był dobrą decyzją. Czwórka śmiałków: Wisia, Piotr, Olo i Zbyszek skorzystała z sąsiedztwa jeziora i zażyła ożywczej kąpieli. Po 22 wracaliśmy ze spotkania do siebie.
Na wtorek mieliśmy zaplanowany wyjazd do Olsztyna pociągiem z rowerami, aby nimi pojeździć na miejscu i wrócić do Olsztynka. Jednakże niesprzyjająca pogoda i nieciekawa prognoza spowodowały, że rowery zostały w domu. Wisia zafundowała sobie na Rynku śniadanie, a przygodny grajek jej przygrywał. Pod parasolami zwiedzaliśmy Starówkę, zamek Kapituły Warmińskiej, Bazylikę Kontrkatedralną św. Jakuba Apostoła, gdzie Wisi bardzo spodobał się nie tylko sam kościół, ale także to, że na chórze ćwiczył organista i cały obiekt wypełniała muzyka organowa. W Muzeum Warmii i Mazur dowiedzieliśmy się, że w Olsztynie były kręcone zdjęcia do 5 odcinków "Stawki większej niż życie", "Szaleństwo Majki Skowron", "Cicha noc" i jeszcze innych produkcji. Jest również Zaułek "Stawki większej niż życie".
A ponieważ pogoda niezbyt zachęcała do spacerowania, to po zjedzonym obiadku poszliśmy na dworzec i wróciliśmy do Olsztynka. A tutaj niespodzianka. Część ekipy przyjechała zwiedzać skansen w Olsztynku. Spotkaliśmy się na Rynku z tymi, którzy byli już po zwiedzaniu i zaprosiliśmy ich do nas na kawę. Część była jeszcze w skansenie i dlatego z zaproszenia skorzystali tylko Maryla, Piotr, Olo i Benek. Spędziliśmy z sobą sympatyczne chwile. A na 19.00 byliśmy zaproszeni na kolację do Asi - córki Jarka.
Na środę zaplanowaliśmy wyjazd rowerowy do Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie. Postanowiłem, że pojedziemy trasą rowerową i wybrałem polecany wariant. Niestety, tylko pierwsze 4 km były przejezdne. Następne 3 km to były błotniste koleiny powstałe w trakcie wywózki drewna. Jakoś udało się nam przeprowadzić rowery do suchej drogi i po 33 km wędrówce dotarliśmy do celu.
Sanktuarium w Gietrzwałdzie to jedyne w Polsce i jedno z 6-ciu na świecie miejsc objawień maryjnych, potwierdzonych przez Watykan. Bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny jest jednonawowym kościołem z koronowanym za zgodą papieża Pawła VI cudownym obrazem w 1967 r. Niedaleko kościoła znajduje się Cudowne Źródełko – którego woda ma moc uzdrawiającą. Powrót był już po drodze asfaltowej, a naszą wyprawę zakończyliśmy na myjni samochodowej.
Czwartek przeznaczyliśmy na wyjazd samochodowy do Ostródy. Na początek był spacer promenadą wzdłuż jeziora. A ponieważ rozpoczynał się 3-dniowy festiwal muzyki reggae, to wszędzie było ją słychać, tym bardziej, że w amfiteatrze ćwiczyli wykonawcy przed wieczornym koncertem. Następnie zwiedziliśmy Muzeum w zamku krzyżackim i poszliśmy w "miasto". Miasteczko sympatyczne, zadbane, wszędzie widać obecność wojska. W barze mlecznym zjedliśmy smaczny obiadek w przyzwoitej cenie i ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie. Później był krótki odpoczynek na ławeczce na promenadzie z widokiem na Jezioro Drwęckie i pływające statki a w tle dalej było słychać reggae.
Piątek miał być przeznaczony na kajaki dla całej grupy. My mieliśmy swoją rzeczkę Marózkę, a pozostali mieli spływ po Welu. Wyruszyliśmy ok 15.00, gdyż przedpołudnie było trochę niepewne pogodowo, a i Aśka wcześniej nie mogła się wyrwać z pracy. Marózka postawiła przed nami nie lada wyzwanie, gdyż jej nurt jest dosyć wartki, a poprzewracane do wody i nad wodą drzewa powodują, że trzeba wykazać się nie lada umiejętnością w operowaniu wiosłami. Szczęśliwie udało się nam przepłynąć bez wywrotki ten 8 km odcinek, zaliczając po drodze dwa jeziora: Pawlik i Święte. Później pojechaliśmy jeszcze do kościoła we wsi, której nie ma. Chodzi o Orzechowo. Jest tutaj neogotycki kościół parafialny z 1910 r., pozostałości po spalonej plebanii i leśniczówka. Zabudowania wsi zostały rozebrane na potrzeby utworzenia terenów łowieckich dla powstającego w Łańsku ośrodka wypoczynkowego Urzędu Rady Ministrów. W 1977 r. do Niemiec wyjechali ostatni mieszkańcy. Kościół jest czynny odbywają się tutaj msze w każdą niedzielę.
Zawiązała się grupa ludzi, którzy mają na celu odbudowę budynku plebanii i utworzenie w niej ośrodka kultury.
Następnie pojechaliśmy do karczmy nad jezioro na dosyć mocno spóźniony obiad, gdzie pożegnaliśmy się czule z Aśką i Jej przyjacielem.
Sobota, czyli czas powrotu. Na drogę powrotną zaplanowaliśmy zwiedzanie zamku w Nidzicy. Ciekawy, zadbany obiekt, który tętni życiem nie tyle jako muzeum, ale raczej jako placówka kulturalna i hotel. Najciekawszym "elementem" na zamku był chyba przewodnik, który z niezwykłą ekspresją opowiadał o losach budowli. Bardzo nam przybliżył historię zamku oraz jego obecną rolę w życiu Nidzicy.
Po zakończeniu zwiedzania pożegnaliśmy się z Warmią i ruszyliśmy już do Cieszyna.
Wisia i Jarek