4.05.2025 r.

 

Ślady węglem pisane

 

Nasi klubowicze z Wodzisławia Irena i Marian Gołudzcy, zwycięzcy ubiegłorocznej edycji konkursu na najciekawszą wyprawę sezonu teraz zaserwowali nam równie ciekawą wycieczkę tematycznie związaną z "czarnym złotem tej ziemi", co dobitnie podkreślał jej tytuł. Na starcie w dzielnicy Wodzisławia-Zawadzie, mimo dość niepewnej pogody stanęło 15 Ondraszków i jeden sympatyk.

Prowadzący Marian opowiedział krótko o tym co zobaczymy po czym wszyscy otrzymali starannie przez niego przygotowany mini przewodnik o atrakcjach trasy. Pierwszy przystanek nastąpił w pobliskim Pszowie, gdzie odwiedziliśmy Matkę Boską Uśmiechniętą w miejscowym kościele. Ciekawa jest jej historia. Otóż jest to kopia obrazu MB Częstochowskiej przywieziona przez parafian z częstochowskiej pielgrzymki w 1772r. Madonna zaczęła się uśmiechać za sprawą miejscowego artysty, który podjął się renowacji obrazu i nieco zmienił jej oblicze. Uśmiechnięta Madonna była powodem licznych uzdrowień i nic dziwnego, że stała się celem pielgrzymek. Już w 1795r. kościół ustanowiono sanktuarium, a w 1997r. podniesiono do rangi basilica minor tj. bazyliki mniejszej.

Opodal zobaczyliśmy budynek, w którym w czasie wojny urządzono obóz przejściowy Polenlager 58, a nieco dalej pozostałość po dawnej KWK "Anna", która przestała "fedrować" w 2011r. po 179 latach funkcjonowania. Budynek dawnej łaźni i maszynowni został nobilitowany na ...bibliotekę. Widok regałów z książkami w otoczeniu zachowanej maszyny wyciągowej sprawiał dość abstrakcyjne wrażenie. Wieża wyciągowa służy obecnie za wieżę widokową, co też naocznie sprawdziliśmy. Wyjeżdżając z Pszowa odwiedziliśmy również znaną Kalwarię z kaplicą na szczycie, przy której w 1987r. erygowano nową parafię. Następnym celem na trasie był Rybnik, a właściwie jego dzielnica Niewiadom, gdzie znajduje się ważny zabytek industrialny czyli kopalnia "Ignacy". Kopalnia powstała już w 1792r jako "Hoym", a swoje drugie imię dostała w 1936 po ówczesnym Prezydencie RP Mościckim. Po wojnie była to KWK Rydułtowy i też już dawno nie pracuje. Od 1999r. dostała drugie życie jako muzeum górnicze. Ciekawa ekspozycja w dawnych kopalnianych budynkach pokazuje historię górnictwa oraz pary jako napędu przeróżnych urządzeń. Główna atrakcją są zachowane dwie parowe maszyny wyciągowe z 1900r. oraz 1920r. "Wisienką na torcie" jest ta druga, bowiem dzięki dawnym maszynistom - pasjonatom jest nadal czynna. Byliśmy świadkami uruchomienia tego kolosa i dosłownie jak w wierszu Jana Brzechwy "ruszyła maszyna, najpierw powoli jak żółw ociężale... para buch, koło w ruch".

Z wieży ciśnień obecnie robiącej za wieżę widokową było widać następną atrakcję widoczną nawet z naszych Beskidów tj. hałdę "Szarlota". Ta przeogromna góra odpadów pokopalnianych nadal żyje płonąc żywym ogniem w swoim wnętrzu. Świadczą o tym wydzielające się tu i tam smużki toksycznego dymu zatruwające okolicę.

W drodze powrotnej zobaczyliśmy jeszcze jedną ciekawostkę industrialną. Był to sporej wielkości betonowy magazyn mat. wybuchowych ukryty wśród pól. Budowla ta, częściowo zagłębiona w ziemię została wybudowana przez firmę z Drezna w 1910r. i jest nazywana "Pruską prochownią". Odkąd przestała służyć zgodnie z przeznaczeniem, niestety niszczeje.

Zakończenie tej bardzo ciekawej wyprawy nastąpiło w przydomowym ogródku prowadzących. Była to okazja do degustacji tak smakowitych potraw, że na samo wspomnienie jeszcze teraz ślinka cieknie...

Przejechaliśmy nieco ponad 30 km i udało się nie wyciągać peleryn.

 

[GALERIA ZDJĘĆ]

 

Rechtór Zbyś