19-26.07.2025 r.

 

Wielka Warmia na rowerze - byt podstawowy

 

Po przeczytaniu relacji Ośki i Bystrego z "bytu równoległeg" uznałem, że należy uzupełnić relację o wydarzenia w "bycie podstawowym" czyli z pobytu Ondraszków w miejscowości Ostaszewo. Pomysłodawcą całości był Aleksander Sorkowicz "Olo". W wydarzeniu udział wzięła całkiem spora ekipa Ondraszków, a byli to: Olo i Juniorek Sorkowiczowie, Miodzio i Roztomiło Hanslowie, Rajzyrka i Genek Nikodowie, Czorno i Unisono Wlachowie, Rozstrzapek i Śmig Holiszowie, Danuśka i Czecze Kusiowie, Afi i Rechór Pawlikowie oraz "nowo upieczeni" Halina i Tadek Pieczonkowie. Łącznie zajęliśmy trzy drewniane domki campingowe ładnie położone w leśnych ostępach nad jeziorem Ostaszewskim. Domki te niegdyś służyły zapewnie do zakładowych pobytów rodzinnych i tak też zostały wymyślone. Nas jednak w domku było po kilka rodzin, co rodziło pewne problemy mieszkaniowe ale ich wyposażenie całkiem nam wystarczało. Eksplorację terenu z naszym udziałem zaczęliśmy od poniedziałku 21.07. i to od razu od zdobycia Grunwaldu, gdzie byliśmy umówieni z Ośką i Bystrym. Dla naszej ekipy była to prawie 70 km wyprawa. Po drodze zwiedziliśmy jeszcze inne ciekawe miejsca jak drewniany kościół w Rumianie oraz miejscowości Dąbrówno i Samin. Należy zaznaczyć, że w średniowieczu cały region należał do Zakonu NMP Domu Niemieckiego czyli Krzyżaków, i nie była to Warmia lecz historycznie Ziemia Chełmińska. Po różnych perypetiach dziejowych po I wojnie tereny te zostały rozdzielone między Rzeszę Niemiecką a II RP w 1919r w wyniku plebiscytu, w którym wyraźnie zwyciężyła opcja niemiecka. Do Polski przyłączono ledwie kilka wiosek, w tym wieś Groszki przez które przejeżdżaliśmy. Tutaj zobaczyliśmy oryginalne kamienie wyznaczające ówczesną granicę państwową oraz tablice opowiadające o tych wydarzeniach. Ostatecznie dojechaliśmy do Grunwaldu, gdzie nastąpiło umówione spotkanie, i już wspólnie zwiedziliśmy bardzo ciekawą ekspozycję w nowym Muzeum Bitwy, zobaczyliśmy ruiny kaplicy wybudowanej po bitwie i zaliczyliśmy jeszcze małe "co nieco" w plenerowej kawiarni. Następnie Ośka i Bystrym wrócili do swojego Olsztynka, a my jeszcze podjechaliśmy do kopca Jagiełły usypanego przez harcerzy w latach 50-tych XX w. w miejscu jego punktu dowodzenia. Jeszcze tego samego dnia wieczorem odbyło się ponowne spotkanie lecz tym razem w naszej bazie, i była to okazja do fajnej biesiady z piosenką. Dzień następny 22.07. pogodowo był fatalny, więc skorzystaliśmy z uroków motoryzacji. Później okazało się, że tak miało już zostać do końca pobytu, czyli co drugi dzień padało. Dzięki temu zobaczyliśmy jednak dużo więcej, niż z perspektywy roweru. Tak więc w tym dniu zwiedziliśmy zamek krzyżacki w Niedzicy oraz Park Etnograficzny - Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku, a 24.07. pojechaliśmy najpierw zobaczyć ekspozycję w Dyrekcji Welskiego Parku Krajobrazowego w Jeleniu, a następnie w Brodnicy odwiedziliśmy zamek krzyżacki z XIVw. gdzie wyszliśmy na 55 m wieżę-stołp z piękną panoramą miasta i okolicy. Z zamku właściwie pozostała tylko ta wieża i rozległe podziemia, obecnie siedziba muzeum. Następnie podjechaliśmy do Grodu Foluszki zbudowanego nad jeziorem przez brodnickie bractwo rycerskie, czyli współczesnych pasjonatów średniowiecza. Tutaj można było dosłownie dotknąć historii, a więc zostać garncarzem czy innym rzemieślnikiem, a także przymierzyć i wypróbować wytwory współczesnych płatnerzy czyli zbroje i miecze. Program zwiedzania w tym pełnym wrażeń dniu zakończyliśmy w Kurzętniku, gdzie zaliczyliśmy ponad 2 km spacer ponad koronami drzew na specjalnej konstrukcji, z wyjściem na 35 m wysoką wieżę widokową. W pozostałe dni jednak przemierzaliśmy okolice na rowerach. I tak 23.07. wybraliśmy się na ponad 60 km wyprawę, aby zobaczyć średniowieczne zamki, a raczej to co z nich pozostało. Byliśmy zatem w ruinach zamku kapituły chełmińskiej z XIII w. w Kurzętniku. Tutaj też dzięki proboszczowi, który przyszedł z kluczami zwiedziliśmy gotycki kościół z XIV w. Przez miasteczko przepływa mocno meandrująca rzeka Drwęca. W 1410 r. było to miejsce, gdzie Jagiełłowe wojska zamierzały się przeprawić, jednak Krzyżacy brody ufortyfikowali, a okolica pełna mokradeł nie sprzyjała wojennym planom króla, który stąd się wycofał i innymi drogami doszedł pod Grunwald z wiadomym skutkiem. Zaintrygowała nas widoczna w oddali ogromna konstrukcja wieży widokowej na pobliskim wzgórzu, która znalazła się na trasie późniejszej wycieczki samochodowej. W niedalekim Nowym Mieście Lubawskim zobaczyliśmy pozostałości fortyfikacji oraz gotycki kościół farny z cennym wyposażeniem, w tym łaskami słynący obraz MB Łąckiej z nieistniejącego już potężnego klasztoru Reformatów w sąsiedniej Łące, który spłonął końcem XIX w. Zaliczyliśmy też sklep rowerowy, gdzie ku mojemu zaskoczeniu zakupiłem lusterko wsteczne za jedyne 3,50 zł!

Niewiele też pozostało z rycerskiego zamku w Bratianie. Zamek wybudował rycerz Jan z Sandomierza i wstąpił do zakonu Krzyżaków jako Brat Jan, stąd nazwa miejscowości. Pozostałości zamkowych murów dzięki uprzejmości właściciela znaleźliśmy na jego posesji, a na terenie dawnego zamku wybudowano też już nieczynny młyn na rzece Drwęcy.

Kolejnym ciekawym miastem na trasie była Lubawa. Los nie obszedł się łaskawie z tutejszym zamkiem biskupów chełmińskich, po którym pozostał jedynie kamienny portal oraz rozległe podziemia zaadaptowane na Miejskie Centrum Aktywności Społecznej. W tym zamku jak wieszczyła ogromna tablica kilkakrotnie przebywał Mikołaj Kopernik sprawujący funkcję administratora dóbr kapitulnych. Pięknie za to prezentował się w barokowym kostiumie sąsiedni kościół pw. św. Jana Chrzciciela z 1603 r.

Celem wycieczki w dniu 25.07. była miejscowość Rybno, gdzie mieliśmy umówiony spływ kajakowy na rzece Wel. Rowery zostawiliśmy u właściciela kajaków (nota bene i domków w których mieszkaliśmy) który wywiózł nas busem z całym pływającym majdanem parę kilometrów w górę rzeki. Kajaki zwodowaliśmy na jeziorze Rumian, i teraz naszym zadaniem było spłynąć z nurtem rzeki do jeziora Zarybinek. Zadanie to nie było bardzo wymagające, bowiem mocno meandrujący Wel przynajmniej w tym miejscu był wolny od poważniejszych przeszkód, a jego nurt był na tyle bystry, że nawet trochę pomagał. Jedynie pogoda próbowała nas przestraszyć niewielkim deszczem, więc na moment peleryny też się przydały. Po dwóch godzinach sprawnie przybiliśmy do przystani przy miejscowej restauracji, akurat w porze obiadowej z czego oczywiście skorzystaliśmy. W drodze powrotnej Olo rzucił hasło, że warto byłoby jeszcze zobaczyć wieżę widokową nad jeziorem Tarczyńskim. Część ekipy się na to zdecydowała i pojechała za nim najpierw po drogach, następnie bezdrożach aby ogarnąć widok z tej wieży. Dojazd był nieco wymagający technicznie, ale daliśmy radę. Następnie Olo z ekipą nawigował już do bazy, a my postanowiliśmy jeszcze trasę wydłużyć przez Kiełpiny, Rynek i Grodziczno czyli łącznie na ok. 40 km.

Tydzień szybko minął, więc w sobotę 26.07. odbyło się wielkie pakowanie i już indywidualnie wracaliśmy do domu. My jeszcze w drodze powrotnej zwiedziliśmy dodatkowo przepiękny skansen - Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Było to magiczne miejsce: tutaj jakby czas się zatrzymał i czuliśmy, że wędrujemy w świecie, którego już dawno nie ma.

W podsumowaniu można powiedzieć, że każdy z uczestników miał nieco inne spojrzenie na to co chce zobaczyć, stąd skład osobowy wspomnianych wypraw codziennie się różnił. Trzeba podkreślić, że dowodzący Olo dwoił się i troił, aby zrealizować ambitny program krajoznawczy, więc kogo to interesowało, mógł naprawdę dużo zobaczyć. W pamięci pozostaną również wieczorne spotkania z grilowaniem, wspominaniem dawnych przygód oraz piosenką, tak więc nasz obóz w wersji "bytu podstawowego" wg mnie był bardzo udany.

 

[GALERIA ZDJĘĆ]

 

Rechtór Zbyś