17.05.2025 r.
XIV Rajd do ujścia Olzy
Od czasów kiedy zauważyliśmy, że Olza ma nie tylko źródło ale i ujście, jeździmy do tego uroczego i mało znanego miejsca, gdzie Olza kończy swój bieg w ramionach Odry. Rajd ten organizujemy naprzemiennie z przyjaciółmi z PTTS-u, a pałeczką w tej sztafecie jest tajemnicza buteleczka z napisem Olzówka i Odrówka autorstwa Bolka Fukały. Jest to coś w rodzaju pucharu przechodniego opróżnianego i przekazywanego w tym magicznym miejscu. Jako, że wg harmonogramu w tym roku to nam przypadł zaszczyt organizacji więc ułożyliśmy misterny plan: podjechać do ujścia od strony Bogumina, a następnie kontynuować rajd po polskiej stronie. Naruszyła go nieco naruszyła pogoda, było bowiem zimno i mokro choć nie padało (na razie). Przyjechałem zatem na dworzec w Czeskim Cieszynie z niejasnym przeczuciem, że może będę sam. A jednak nie! Po chwili pojawili się nasi Miodziowie w towarzystwie p. Nikodów, a potem jeszcze "Olo", więc w sześciu ruszyliśmy pociągiem do Bogumina. Na miejsce startu przed bogumińskim dworcem już nikt się nie pojawił, tak więc w wyłącznie Ondraszkowej grupie ruszyliśmy do Kopytowa. Po drodze zgodnie z planem odwiedziliśmy cmentarz, a na nim mogiłę ostatniej ofiary konfliktu granicznego z 1919r. Był to czeski legionista o nazwisku nomen-omen Štiastny czyli Szczęśliwy, który zginął w 1920r. na stokach Czantorii. Przy drodze do Starego Bogumina zobaczyliśmy sporej wielkości bunkier czechosłowacki z 1937r. i tutaj przekazałem nieco informacji o kontekście historycznym dlaczego go zbudowano. Teraz ścieżką rowerową nr 10 wzdłuż Odry z odpoczynkiem w punkcie odpoczynkowym dotarliśmy do ujścia. Trudno uwierzyć jak bardzo to miejsce się zmieniło!. Mam w pamięci czasy, kiedy było trzeba się przedzierać tutaj przez nieprzebyte chaszcze, jak w amazońskiej dżungli. A teraz prowadzi nas wygodna ścieżka rowerowa, a na miejscu zainstalowano stosowną tablicę z opisem, solidny stół z połowy pnia, stołeczki z "gnotków" a nawet kosz na śmieci. A więc w tym uroczym miejscu uczciliśmy nasze przybycie z pełną celebracją: były przemówienia, śpiewy i finalnie zdegustowano obie wspomniane mikstury. Był z tym pewien problem, bowiem mieliśmy zapas na co najmniej kilkunastu uczestników, a tu ledwie garstka. Ale daliśmy radę!.
Nadal korzystając ze ścieżki rowerowej dojechaliśmy do Wierzniowic, gdzie umówiony wcześniej szef miejscowego PZKO Marcel Balcarek pochwalił się swoją małą kolekcją starych bicykli. Następnie ruszyliśmy przez most na Olzie na stronę polską, gdzie w Łaziskach w restauracji "Picaro" nastąpił dłuższy postój na uzupełnienie kalorii. Teraz w programie było zwiedzenie miejscowego kościółka perełki drewnianej architektury, lecz niestety pomimo ustaleń gospodarz z kluczami się nie pojawił. Zatem pojechaliśmy dalej, aby przywitać się ze znakomitym instrumentalistą i piosenkarzem Zbigniewem Wodeckim, którego wystrugana w drewnie postać zdobi wejście do parku w Godowie. Autor "Pszczółki Mai" czekał na nas cierpliwie wraz z deszczem, który właśnie zaczął siąpić. Pojechaliśmy do tutejszego amfiteatru, gdzie właśnie celebrowano święto rowerowego "żelaznego szlaku". Fatalna pogoda mocno przetrzebiła uczestników, ale dzięki temu załapaliśmy się na darmową kawę i ciasteczka. Pomimo deszczu "Olo" postanowił, że przyłączy się do tego rajdu, aby zdobyć okolicznościową koszulkę i pojechał na trasę, a pozostała piątka posiedziała jeszcze chwilę pod daszkiem. Ale że deszcz nie odpuszczał, to ubrani w gustowne peleryny finalnie dotarliśmy do Cieszyna.
Przejechałem 60 km i mówię Wam: było warto!
Rechtór-Zbyś