Jak to bywa na tym świecie, że coś co zostało otwarte, powinno też się zamknąć. To prawo dotyczy również naszego bogatego w wydarzenia 59 sezonu kolarskiego.
Po wielu dyskusjach i przymiarkach pojechaliśmy na tą oficjalnie ostatnią wyprawę sezonu do Cisownicy do sprawdzonej wielokrotnie mety u p. Brzezinów. Dojechaliśmy tam w kilku grupach, przy czym w połowie na rowerach. Start ustalono na godz. 9.00 na rynku, a „Olo” zobowiązał się poprowadzić nasz peleton.
Na rynku pojawiło się 10 rowerzystów z czego 6 Ondraszków. A byli to: „Olo” i „Juniorek”, „Afi” i „Rechtór”, Józek i Mariusz. „Olo” poprowadził nas pętelką, jaką niedawno jechali kolarze w cieszyńskim kryterium ulicznym Tour de Pologne. Koło mostu przy Celmie odbiliśmy na ul. J. Łyska, a w kryterium kolarze jechali ul. 3 Maja do góry, bowiem meta ustawiona była na placu Wolności. My natomiast przez Puńców dojechaliśmy do Dzięgielowa, gdzie ku naszemu zaskoczeniu spotkaliśmy znajomych i to tak wyglądało, jakby na nas specjalnie czekali.
Po drodze do peletonu dołączyła jeszcze Basia „Apanaczi”, i w tym składzie dojechaliśmy na metę. Wkrótce przyjechali na rowerach „Ośka” i „Bystry” oraz Kazik „Gwarek”, a także w kilka samochodów z resztą uczestników, łącznie było nas coś ok. 20. Ucieszyliśmy się zwłaszcza ze spotkania z kol. Grażyną i Piotrem Chobotami, oraz dawno nie widzianym Andrzejem „Skrybą”.
Wkrótce zapłonęło ognisko i zajęliśmy się opiekaniem przywiezionych kiełbasek. Napoje zimne mieliśmy ze sobą, a ciepłe można było kupić na miejscu, tudzież przepyszne kołocze oraz „stryki” czyli placki ziemniaczane z blachy z gulaszem. Pycha! Jak to już wszystko wchłonęliśmy pokrótce wspomniałem krótkie i długie wyprawy kończącego się sezonu, i chwilą zadumy uczciliśmy niedawno zmarłego śp. Henia Nowaka „Pędziwiatra”. Następnie przedstawiłem niektóre propozycje przyszłorocznego Jubileuszowego sezonu, a zwłaszcza te, które są właśnie z jubileuszem związane.
Kulminacją spotkania było uroczyste wręczenie „Gwarkowi” zdobytej odznaki „Rowerem Dookoła Śląska Cieszyńskiego” z nr 10!. Odznaka funkcjonuje już pięć lat, a tu ledwie dziesięciu wspaniałych ją zdobyło, czyli nie jest to taka prosta „bułka z masłem”.
A że syte Ondraszki lubią zaśpiewać, więc mocno korzystaliśmy też z naszych śpiewników. Na zakończenie gospodarz pokazał nam Izbę Regionalną w chałupie, która była niegdyś jego domem rodzinnym i podzielił się z nami wspomnieniami z lat, kiedy ta chyląca się ku ziemi drzewiónka tętniła życiem.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze na chwilę do Emilii Sosnowej w dzięgielowskim „Eben-Ezerze”. Zaskoczona „Szeryfowa” bardzo się ucieszyła z naszych odwiedzin.
Przejechaliśmy 40 km.
