Z serii: korzystamy ze zniżek PTTK Tatry - Morskie Oko

Rechtór

16 - 18.09.2005

Niepomni na dość niewesołe prognozy pogodowe zespół Ondraszków w składzie: Rozstrzapek (Maryla), Śmig (Piotr), Afi (Jacinta), Basia z Kamilozolem, Irkix2,Wisienka, Zbyś (Rechtór) oraz spora grupka sympatyków wyruszyła aby stanąć tam gdzie wyżej w Polsce nie można - Rysy!. Zaczęło się nienajgorzej bo podchodząc różnymi szlakami w stronę naszej tegorocznej bazy - schroniska przy Morskim Oku zza chmur i mgły wyjrzało słońce. Był piątek wieczór tak, że ufni w naszą dobrą passę usnęliśmy w starym schronisku na pewnie najszerszym łóżku w tej części Europy (zajmowało dosłownie cały pokój). Sobotni poranek przypomina późny listopad - mgła i deszcz!

Ale nic to! Ubieramy się w nieprzemakalne ciuchy i w góry. Grupkami podchodzimy pod Czarny Staw, który co chwila niknie w mglistych oparach. Z widoków oczywiście nici a więc dochodzimy tylko do lodowej jaskini pod Bulą i z ciężkim sercem wracamy. Jedynie Śmig widząc, że od czasu do czasu mijają nas śmiałkowie idący na Rysy postanawia iść dalej. Reszta grupy wraca do schroniska z nadzieją, że może jutro będzie lepiej. Tymczasem w schronisku jest również sympatycznie - w kuchni zbiera się turystyczna brać i to nie tylko z Polski. Są między nami dwie urocze Hiszpanki, które przyjechały tu w tym samym co i my celu - zobaczyć jak wygląda świat z góry.

Ale póki co do późnego wieczora snujemy opowieści z turystycznych szlaków - bardziej lub mniej zmyślone. Wraca również Śmig - przemoczony, lecz szczęśliwy jednak dotarł na szczyt choć nic nie było widać. Niedziela - rzut oka za okno i co? Deszczu nie ma, lecz jest....majestatyczna mgła, przenikliwe zimno i dodatkowo śnieg! W tej sytuacji trąbimy na odwrót! Część grupy wraca do od razu do samochodu a Afi, Rechtór i oraz p. Szarowscy wracając decydują się przejść w tej zimowej scenerii przez Swistowe Czuby i Dolinę Pięciu Stawów do Wodogrzmotów Mickiewicza. Pogoda niestety nic się nie poprawiła,lecz jak na ironię dopiero w drodze powrotnej Zakopane przywitało nas zachodzącym słońcem. Z tej wyprawy wynika morał, że jedno co wiemy na pewno to, że pogoda w górach to nic pewnego!