Dzień Wędrowniczka

Rechtór

21.05.2017 r.

 

Dzień "Wędrowniczka"

 

W swojej autorskiej wycieczce przodownickiej L.Szurman Wędrowniczek wziął „na tapetę” pradzieje Ziemi Cieszyńskiej ,czyli zaproponował podróż do przeszłości. I to dosyć odległej -bo plemiennej, kiedy w nieprzebytej puszczy w dolinie Olzy żyło sobie plemię Gołęszyców.

Na rynku stawiło się ok.20 Ondraszków gotowych zanurzyć się w otmętach przeszłości. Pojechaliśmy więc ostatnio często przez nas uczęszczaną trasą na Puńców i Dzięgielów,gdzie aby odbiliśmy w stronę dawnego przejścia granicznego w Kojkowicach. Tuż przed nim wykonaliśmy kolejny skręt podjeżdżając pod tzw. Farską Górkę. To tutaj wg słów naszego prowadzącego w dawnych czasach stała prasłowiańska gontyna. Oczywiście nie ma po niej śladu, lecz zachowały się opowieści –obecnie formułowane jako legendy. Wg jednej z nich , po przyjęciu chrześcijaństwa ówcześni kapłani kazali wykopać ogromny dół, w którym schowano dotychczas czczone bóstwa, z nadzieją na ich powtórne odkrycie. Tak się jednak nie stało, o po latach wszyscy zapomnieli gdzie je zakopano, więc nadal czekają na swojego odkrywcę. Fakt, że prowadzone rozpoznanie archeologiczne potwierdziło obecność pogańskich plemion na tym terenie. Następnie wróciliśmy do rzeczywistości i podjechaliśmy do ewangelickiego ośrodka dla seniorów Eben-Ezer, aby odwiedzić naszego klubowego „Seniorka”, który niedawno się tu przeprowadził. Powitaliśmy go serdecznie, przy czym zapewnił nas, że przy przeprowadzce nie zapomniał też o rowerze, tym samym mamy nadzieję znów się zobaczyć na którejś klubowej wyprawie.

Nasza trasa zakończyła się nieopodal w bardzo ciekawym miejscu pod nazwą „Frankówka”. Serdecznie powitał nas gospodarz . Jak opowiadał, po latach starań udało się mu wykupić prawie 2 ha nieużytków i wielkim nakładem sił i środków wybudować to bardzo urocze ranczo. W otoczeniu kilku niewielkich stawów połączonych mostkami stoi niewielki domek, a opodal urocza piwniczka wbudowana w skarpę oraz grill.

I to właśnie było nam potrzebne, aby tą krótką wycieczkę zakończyć przy opiekanych kiełbaskach oraz planowaniu najbliższych rowerowych wypraw. Wznieśliśmy też toast za nowo narodzoną Hanię i jej rodziców, którzy mianowali Afi i Rechtora powtórnymi dziadkami.

Przy okazji podziwialiśmy też determinację i upór gospodarza oraz niebanalne rozwiązania techniczne i krajobrazowe , dzięki czemu „Frankówkę” można śmiało nazwać miejscem magicznym.

Do domu każdy już wracał na własną rękę -my przez Gumna i Zamarski. Przejechaliśmy 34 km w sam raz jak na krótki niedzielny rowerowy wypad za miasto.

 

 

[GALERIA ZDJĘĆ]