Otwarcie 52 sezonu kolarskiego

Paparazzi

22.04.2018 r.

 

Otwarcie 52 sezonu kolarskiego

 

Na ten dzień wszyscy na pewno z utęsknieniem czekali. Fakt, że wspaniała pogoda, która chyba już od miesiąca panuje zachęcała do wcześniejszych rowerowych eksploracji, jednakże ze względu na pogodowe psikusy Ondraszki historycznie otwierają sezon w II poł. kwietnia. Przygotowaniami zajął się, jak zawsze niezawodny "Skryba" A.Nowak, który przy organizacji skorzystał z wsparcia członków klubu "Przerzutka" oraz kierownictwa GOK Zebrzydowice.

Jak można było przewidzieć, świetna pogoda zmobilizowała wielu rowerzystów z Ondraszka, sympatyków, jastrzębskich "Wiercipiętów", przedstawicieli TR Olza przy PTTS-ie. Wszystkich z radością powitaliśmy. Na miejscu zbiórki pod Florianem nawet pojawiła się na rowerze p. prezes H.Twardzik z mężem. Co prawda nie wybierała się wraz z nami na trasę, ale gest się liczy!. Był też obecny K.Marciniuk (reporter z "Głosu") i zrobił piękne zdjęcie do gazety, a reporter Radia Katowice przeprowadził wywiady do reportażu o naszym klubie i turystyce rowerowej. Prowadzący powitał nasz całkiem spory poand 70 osobowy peleton, przedstawił trasę jej atrakcje i przy akompaniamencie dzwonków wyruszyliśmy pilotowani przez radiowóz Straży Miejskiej. Wzbudzając spore zainteresowanie przejechaliśmy ulicą Głeboką oraz bulwarami nad Olzą do Boguszowic gdzie ze względu na tak liczną grupę podzieliliśmy się na trzy zespoły.

Przez Brzezówkę dotarliśmy do Kaczyc, gdzie przy dawnej kopalni "Morcinek" był przewidziany postój celem poznania historii tego miejsca. Tutaj też oczekiwał nas Z.Fierla z grupą Beskdzioków z Karwiny, team przyjaciół z klubu "Przerzutka" oraz p. Władysław Macura, którego "Skryba" przedstawił jako tego, kto otwierał, a na końcu i zamykał kopalnię. Faktycznie, jako inz. górniczy miał sporą wiedzę na ten, obecnie już historyczny temat. Z jego opowieści wynikało, że kopania "Morcinek", która miała być "lokomotywa gospodarczą regionu" od samego początku cierpiała na niedoinwestowanie. Najpierw nie przeprowadzono właściwego rozpoznania złóż, dalej nie wykonano kompleksowej dokumentacji projektowej i działając doraźnie nie zrealizowano zakładanych systemów, w tym wentylacyjnych. Można rzec, że od otwarcia w roku 1986, aż do decyzji o zamknięciu w 1998r. kopalnia działała na zasadzie przypadku. Mimo, iż złoża cennego węgla koksującego oceniano na nawet na 100 lat, kopalnia "fiedrowała" ledwie lat 12, i nawet nie zbliżyła się do zakładanej wydajności 12 mln ton na rok. A w końcówce swego istnienia w ramach spółki węglowej doliczano "Morcinkowi" nawet nieponiesione tutaj koszty, jakby chcąc udowodnić nierentowność. Nawet i sama likwidacja przebiegała w barbarzyński sposób, nieodwracalnie niszcząc to, co już wybudowano. Zgroza!.

Na zakończenie ciekawej prelekcji popratej zdjęciami podziękowaliśmy brawami, a lider "Przerzutki" H.Franek wręczył prelegentowi pucharek wykonany z węgla i opatrzony stosowną dedykacją.

Następnie przejechaliśmy przez główny plac dawniej pełniący też rolę dworca autobusowego przed głównym wejściem, słuchając opowieści typu: tu stało to, tam było tamto... Jedynie zarastające zielenią zardzewiałe konstrukcje wiat przystankowych i smętnie wyglądające, w większości opustoszałe budynki przypominały czas, gdy codziennie przewijały się tutaj tysiące ludzi. Przy okazji okazało się również, że spora część naszego peletonu, też miała związane z tymi miejscami własne wspomnienia.

Bocznymi malowniczymi dróżkami przez Kończyce Małe dotarliśmy niebawem do zamku w Zebrzydowicach. Na zapleczu muszli koncertowej, nasz człowiek czyli W.Owczarzy już wcześniej rozpalił ognisko i przygotował porcje uprzednio przywiezionych kiełbasek.

Całe nasze towarzystwo zabrało się ochoczo najpierw do opiekania, a następnie konsumpcji. Po zaspokojonym głodzie zespół "Ośka" i "Bystry" przeprowadzili dwa konkursy zręcznościowe, a było to "łowienie rybek" oraz nawijanie sznurka na czas. I ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że w obu zwyciężyłem, choć nie mam w tych dziedzinach większych doświadczeń, no może poza nawijaniem – choćby w wymyślaniu takich tekstów jak ten.

Najważniejszą częścią otwarcia sezonu od dawien dawna było pasowanie na Ondraszka. Zaszczytu tego dostąpili Małgosia i Kazik Holiszowie, zgodnie z tradycją wysuszywszy przedtem do dna po kubku tajemniczej mikstury. Następnie po złożeniu przyrzeczenia w uroczystej ceremonii otrzymali imiona: Gocha i Kolyjosz. Wiwatom i gratulacjom nie było końca! Gratulować można było też B.Szarzec "Szykownej", która otrzymała zdobytą odznakę UETC I stopnia. Aby ją zdobyć "Szykowno" była uczestnikiem kilku kolejnych europejskich rowerowych zlotów UETC.

W międzyczasie dotarli do nas dwa kolarze żorskiego "Wandusa" oraz obecna i przyszła mama A.Gołucka "AlaPala", wraz z 2-letnim synem Filipem. Filip od razu odkrył pobliski plac zabaw i tyle go widziano. Musieliśmy go jednak ściągnąć z powrotem, albowiem stała się rzecz zupełnie wyjątkowa. Otóż po śmierci śp. Lucjana Jurysa rodzina porządkując pozostałe rzeczy odkryła piękny kryształowy puchar. Po namyśle zadecydowano, że zostanie o przekazany jako symboliczny prezent od seniora Lucjana najmłodszemu Ondraszkowi. W ten właśnie sposób "Skryba" uzasadnił ceremonię wręczenia, dzięki której mały Filipek stał się właścicielem tak wspaniałej pamiątki, oczywiście ozdobionej okolicznościową dedykacją.

Zwyciezcom w konkurach wręczono nagrody, i meta powoli pustoszała. W małych grupach uczestnicy rozjeżdzali się w drogę powrotną, choć jeszcze część w drodze powrotnej spotkała się ponownie w restauracji zamkowej w Kończycach Małych, przy małym "co nieco".

I w ten oto sposób to bardzo udane otwarcie przeszło do historii, a jak wiadomo jakie otwarcie taki i cały sezon !!.

Przejechałem 43 km.

Rechór-Zbyś

 

Preznent od Wiercipięty - dziękujemy bardzo

 

[GALERIA ZDJĘĆ]

[GALERIA ZDJĘĆ - Zbigniew PAWLIK]