Dzień Gwarka - Pszczyna

Rechtór

29.04.2018 r.

 

Dzień Gwarka - Pszczyna

 

Piękna pogoda i wręcz nie spotykane o tej porze roku upały mobilizują wszystkich do rowerowej aktywności. Na propozycję Gwarka odpowiedziało sporo Ondraszków i w niedzielę rano na ledwie co otwartym dworcu kolejowo-autobusowym spotkało się 11 Ondraszków. Przybyli też "Olo" z "Juniorkiem", ale ich miejscem docelowym był szpital w Katowicach, gdzie "Juniorek" miał wyznaczony termin konsultacji. Gdy pojawił się nowoczesny szynobus od razu pojawił się problem jak się do niego władować, bo przewidziano w nim miejsce na max 4 rowery(!?). Zajęliśmy zatem bicyklami wszelkie przejścia i przedsionki i zdecydowaliśmy, że skoro się już upchaliśmy to jedziemy od razu do Pszczyny, a nie Goczałkowic jak było planowane.

Na szczęście konduktor też był zapalonym rowerzystą i nie protestował kiedy opanowaliśmy cały skład. Ludzi też szczęśliwie za wiele nie jechało, więc bez przygód dojechaliśmy do Goczałkowic, aby przekazać trójce oczekującej tu przybyłych na rowerach Ondraszków o zmianie miejsca wysiadania. Nie było to jednak daleko, ledwie jeden przystanek, więc nim się pozbieraliśmy na dworcu Ziołowy, Paparazzi i jeden sympatyk też nadjechali. Długą kolumną dojechaliśmy na rynek, gdzie ku naszemu zaskoczeniu powitał nas komandor niedawnego zlotu p.t.kol. w Cesarce k. Łodzi. Po serdecznym powitaniu okazało się, że realizują prywatną wyprawę od Wisły po Sandomierza, taką akurat na majowy weekend.

Opodal Księżna Daisy już na nasz czekała więc zrobiliśmy sobie parę wspólnych fotek. Okazaną cierpliwość wynagrodziłem przekazując uczestnikom kilka faktów z jej barwnego życia, które co trzeba przyznać obfitowało we wzloty, ale też i upadki.

Rowery zostawiliśmy na rynku i na piechotę powędrowaliśmy do celu naszej wyprawy - czyli pałacowej wozowni, gdzie z okazji jubileuszu 100-lecia odzyskania niepodległości otwarto arcyciekawą wystawę pt. "Orzeł Czarny - Orzeł biały". Za symboliczna złotówkę można było prześledzić losy miasta i panujących rodów, w tym Hochbergów od pierwszych lat XX w do 1922 r., kiedy w wyniku plebiscytu m.in. Pszczynę przyłączono do Polski. Sporo artefaktów pościąganych z kilkudziesięciu zbiorów prywatnych i muzeów z całej Europy było przedmiotami należącymi do ostatniego cesarza Niemiec Wilhelma II. Kajzer często przebywał w tutejszym pałacu w latach 1914-1917, gdyż wówczas była tu kwatera główna sztabu wojsk niemieckich.

Równie ciekawą częścią ekspozycji była wystawa w tzw. młynie zobaczyliśmy fotogramy mieszkańców oraz pól bitewnych Wielkiej Wojny. Po wystawie oprowadzał znający się na rzeczy przewodnik i następnie podprowadził nas do tzw. "domku ogrodnika", gdzie z kolei zapoznaliśmy się z militarną historią miasta i okolic od czasów Piastów, aż po współczesność.

Po tej potężnej porcji wiedzy przeszliśmy z powrotem na rynek i już mieliśmy dosiadać bicykli, kiedy prowadzący Gwarek nagle się nam stracił, bo ... postanowił coś zjeść. A zatem wyruszyliśmy na razie bez niego kierując się na Goczałkowice. Pierwotny zamiar odwiedzenia ogrodów Kapiasa się nie powiódł, gdyż ogrody były szturmowane non stop przez wielkie tłumy ludzi. Pojechaliśmy zatem na zaporę Goczałkowicką i dalej już w stronę węzła kolejowego Międzylesie. Tutaj prowadzenie naszej czeladki przejął A.Nowak "Ziołowy", bo znał miejscowe poplątane ścieżki z własnych wcześniejszych eskapad. Z prowadzącym Gwarkiem już się nie spotkaliśmy, gdyż wybrał drogę powrotną przez Strumień. Tak więc malowniczymi dróżkami między stawami, łąkami utkanymi kobiercem kwiatów i drzewami przybranymi świeżą zielenią przez Landek, Iłownicę dojechaliśmy do Zaborza i dalej do Ochab. A stąd już było o rzut beretem do Dębowca i ... drogi do domu.

Przepiękna wyprawa, w sam raz na niedzielny rowerowo - poznawczy spacer z Ondraszkiem. Przejechałem 57 km.

Piękna pogoda i wręcz nie spotykane o tej porze roku upały mobilizują wszystkich do rowerowej aktywności. Na propozycję Gwarka odpowiedziało sporo Ondraszków i w niedzielę rano na ledwie co otwartym dworcu kolejowo-autobusowym spotkało się 11 Ondraszków. Przybyli też "Olo" z "Juniorkiem", ale ich miejscem docelowym był szpital w Katowicach, gdzie "Juniorek" miał wyznaczony termin konsultacji. Gdy pojawił się nowoczesny szynobus od razu pojawił się problem jak się do niego władować, bo przewidziano w nim miejsce na max 4 rowery(!?). Zajęliśmy zatem bicyklami wszelkie przejścia i przedsionki i zdecydowaliśmy, że skoro się już upchaliśmy to jedziemy od razu do Pszczyny, a nie Goczałkowic jak było planowane.

Na szczęście konduktor też był zapalonym rowerzystą i nie protestował kiedy opanowaliśmy cały skład. Ludzi też szczęśliwie za wiele nie jechało, więc bez przygód dojechaliśmy do Goczałkowic, aby przekazać trójce oczekującej tu przybyłych na rowerach Ondraszków o zmianie miejsca wysiadania. Nie było to jednak daleko, ledwie jeden przystanek, więc nim się pozbieraliśmy na dworcu Ziołowy, Paparazzi i jeden sympatyk też nadjechali. Długą kolumną dojechaliśmy na rynek, gdzie ku naszemu zaskoczeniu powitał nas komandor niedawnego zlotu p.t.kol. w Cesarce k. Łodzi. Po serdecznym powitaniu okazało się, że realizują prywatną wyprawę od Wisły po Sandomierza, taką akurat na majowy weekend.

Opodal Księżna Daisy już na nasz czekała więc zrobiliśmy sobie parę wspólnych fotek. Okazaną cierpliwość wynagrodziłem przekazując uczestnikom kilka faktów z jej barwnego życia, które co trzeba przyznać obfitowało we wzloty, ale też i upadki.

Rowery zostawiliśmy na rynku i na piechotę powędrowaliśmy do celu naszej wyprawy - czyli pałacowej wozowni, gdzie z okazji jubileuszu 100-lecia odzyskania niepodległości otwarto arcyciekawą wystawę pt. "Orzeł Czarny - Orzeł biały". Za symboliczna złotówkę można było prześledzić losy miasta i panujących rodów, w tym Hochbergów od pierwszych lat XX w do 1922 r., kiedy w wyniku plebiscytu m.in. Pszczynę przyłączono do Polski. Sporo artefaktów pościąganych z kilkudziesięciu zbiorów prywatnych i muzeów z całej Europy było przedmiotami należącymi do ostatniego cesarza Niemiec Wilhelma II. Kajzer często przebywał w tutejszym pałacu w latach 1914-1917, gdyż wówczas była tu kwatera główna sztabu wojsk niemieckich.

Równie ciekawą częścią ekspozycji była wystawa w tzw. młynie zobaczyliśmy fotogramy mieszkańców oraz pól bitewnych Wielkiej Wojny. Po wystawie oprowadzał znający się na rzeczy przewodnik i następnie podprowadził nas do tzw. "domku ogrodnika", gdzie z kolei zapoznaliśmy się z militarną historią miasta i okolic od czasów Piastów, aż po współczesność.

Po tej potężnej porcji wiedzy przeszliśmy z powrotem na rynek i już mieliśmy dosiadać bicykli, kiedy prowadzący Gwarek nagle się nam stracił, bo ... postanowił coś zjeść. A zatem wyruszyliśmy na razie bez niego kierując się na Goczałkowice. Pierwotny zamiar odwiedzenia ogrodów Kapiasa się nie powiódł, gdyż ogrody były szturmowane non stop przez wielkie tłumy ludzi. Pojechaliśmy zatem na zaporę Goczałkowicką i dalej już w stronę węzła kolejowego Międzylesie. Tutaj prowadzenie naszej czeladki przejął A.Nowak "Ziołowy", bo znał miejscowe poplątane ścieżki z własnych wcześniejszych eskapad. Z prowadzącym Gwarkiem już się nie spotkaliśmy, gdyż wybrał drogę powrotną przez Strumień. Tak więc malowniczymi dróżkami między stawami, łąkami utkanymi kobiercem kwiatów i drzewami przybranymi świeżą zielenią przez Landek, Iłownicę dojechaliśmy do Zaborza i dalej do Ochab. A stąd już było o rzut beretem do Dębowca i ... drogi do domu.

Przepiękna wyprawa, w sam raz na niedzielny rowerowo - poznawczy spacer z Ondraszkiem. Przejechałem 57 km.

 

[GALERIA ZDJĘĆ]

[GALERIA ZDJĘĆ - Zbigniew PAWLIK]