58 Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej Boszkowo-Letnisko 2018

Paparazzi

26.05 - 3.06.2018 r.

 

58 zlot przodowników turystyki kolarskiej PTTK Boszkowo-Letnisko

 

Organizacji imprezy na którą czekała cała brać kolarska spod znaku PTTK podjęła się tym razem 25 osobowa ekipa z Oddziału PTTK w Kościanie. Trzeba podkreślić, że zlot przygotowali bardzo rzetelnie. Atutem było między innymi miejsce zlotu. Nieczęsto się bowiem zdarza, że zdecydowana większość uczestników (a było nas ok.520 z 93 klubów) miała możliwość zakwaterowania w jednym miejscu w bardzo uroczej miejscowości Boszkowo-Letnisko nad jeziorem Dominickim. Prawie cała 17 osobowa reprezentacja Ondraszków była zatem "po kupie" kwaterując w domkach na ośrodku o wdzięcznej nazwie "Karczemka", co bardzo sprzyjało wieczornym integracyjnym posiadom. Jedynie ekipa Beskidzioków wraz z Skrybą i Baśką oraz Szykowno wybrali camping o nazwie "Pod sosnami" leżący na przeciwległym brzegu jeziora, więc na spotkania i odprawy musieli kursować na rowerze. Atutem ich miejsca były z kolei dobrze urządzone domki campingowe. Wartością dodaną dla wszystkich była pogoda, która jak na ten dość wczesny termin była wyjątkowo upalna, za co organizatorzy przepraszali na wieczornych odprawach mówiąc "że pogodę zamówili, ale nie aż tak słoneczną". Lokalizacja rajdu pośrodku "krainy lasów i jezior", jak określała ją mapa też była trafiona. Region naszych rowerowych eksploracji położony na północny zachód od Leszna był w większości równinny, a największe wzniesienie nazwane Pusta Góra k. Dominic miała zaledwie 106 m npm. Jest to kraina typowo rolnicza, lecz bogata w zabytki i bardzo interesująca krajoznawczo. Z drugiej jednak strony każdy wjazd na leśną lub gruntową drogę oznaczał nieuchronne spotkanie z luźnym piaskiem, co stanowiło spore wyzwanie do naszych trekingowych bicykli.

Zlot rozpoczął się bardzo uroczyście na stadionie w Włoszakowicach w obecności przedstawicieli miejscowych władz samorządowych powiatu oraz województwa, a spotkanie to było okraszone występem miejscowej młodzieżowej orkiestry dętej oraz marżonetek. Następnie grupowo zwiedziliśmy miejscowy nietypowy pałac zbudowany na rzucie trójkąta na wyspie otoczonej fosą. Organizatorzy postawili na samodzielność uczestników. W świadczeniach znalazły się dobre mapy regionu i zapowiedziano, że nie będą prowadzić "ogonu", lecz czekać na przygotowanych parkingach w umówionych miejscach. Na każdy dzień był jeden wariant trasy liczący 70-90 km, każdorazowo w innym kierunku. Tak więc odwiedziliśmy wszystkie większe miejscowości dookoła w tym Śmigiel, Kościan, Leszno, Rydzynę, Wschowę oraz Wolsztyn. Czekali w nich miejscowi przewodnicy, dzięki czemu można było w grupach zobaczyć ciekawe miejsca i mocno poszerzyć swoją wiedzę krajoznawczą. W wielu innych miejscowościach podziwialiśmy pałace pozostałe po dawnych właścicielach, drewniane kościółki i wielkie barokowe świątynie oraz wiatraki, z czego okolica ta niegdyś słynęła. Na wycieczki wyruszaliśmy w różnych konfiguracjach Ondraszków i nie stanowiliśmy w tym monolitu, jak niektóre kluby. Było to nawet przedmiotem naszej wieczornej debaty czy jest to dobre podejście, ale zważywszy na różnorodne zainteresowania i tempo przejazdu chyba najwłaściwsze.

Jak co roku równolegle do zlotowych wydarzeń odbywał się intensywny kurs na p.t.kol. Tym razem kursantów było ok. 20 a wśród nich nasz OLO, więc gorąco mu dopingowaliśmy. Było trochę nerwowo, bo wyniki ogłoszono dopiero na zakończeniu zlotu. Jednak wszyscy zdali, a Olo zebrał wielkie gratulacje i uroczyście odebrał upragnioną "przodownicką blachę".

Wieczorami na bazie rozgrywano różne konkurencje zawody, w których tez startowaliśmy, lecz tym razem bez szczególnego powodzenia. Jedyne miejsce na podium wywalczył Mariusz Bubik zajmując III lokatę w jeździe żółwiej. Często odbywały się spotkania integracyjne przy muzyce, był też wieczór kabaretowy z udziałem świetnego amatorskiego kabaretu satyrycznego z miejscowego Bukówca.

Tak więc czas nam szybko płynął, w Boże Ciało byliśmy uczestnikami polowej mszy św. oraz tradycyjnej narady prezesów. Zaproszony na nią Paparazzi mocno namawiał zgromadzonych na utworzenie zintegrowanego wirtualnego kalendarza imprez turystycznych przy wykorzystaniu możliwości, jakie obecnie daje internet. Pierwszy deszcz jaki w ogóle spadł w trakcie tej wyprawy dogonił nas w ostatnim dniu zlotu i zapędził do budki przystanku autobusowego, więc na podsumowanie zlotu dojechaliśmy dosłownie na ostatnią chwilę. Ze sprawozdania komandora wynikało, że na zlot przybyło 332 ptkol oraz 196 osób towarzyszących z 72 miejscowości z Polski oraz 6 z Zaolzia. Najliczniejszą reprezentację wystawił gliwicki Huza, a było ich aż 33. Z mniej radosnych wiadomości dowiedzieliśmy się też, że zdarzyło się aż 8 wypadków, w tym cztery jak to określił poważniejsze.

W sobotę odbyło się wielkie pakowanie i baza powoli pustoszała. Żegnaliśmy się jednak z wiarą i nadzieją na następne spotkanie zwłaszcza, że już wiemy gdzie będzie: dużo bliżej, bo w Nysie.

Na zlotowych trasach przeżyłem też kilka zaskoczeń, o których warto choćby hasłowo wspomnieć: Szparagi.

Okolica miejscowości Mochy jest polskim centrum uprawy szparaga, który jest nazywany "złotem z ziemi". Złoto rośnie na ok. 300 ha, więc często przejeżdżaliśmy wśród rozległych pól, gdzie intrygowały nas wysokie podłużne kopce szczelnie okryte folią. Nieco przypadkiem staliśmy się też gośćmi poważnej konferencji naukowej ze szparagiem w tle. Oprócz degustacji wiele się dowiedzieliśmy na temat uprawy i obróbki tego zdrowego warzywa.

Ścieżki rowerowe: między wieloma miejscowościami, nawet małymi wioskami były często wybudowane przyzwoite ścieżki separowane od drogi, a tym samym bezpieczne dla rowerzystów. Jako mieszkaniec Cieszyna - sporej w porównaniu miejscowości było to dość dziwnie pamiętając, że nasza "rowerowa autostrada nad Olzą" ma raptem ze 2 km.

Granica: dla nas całkiem naturalna, lecz tutaj prawie w środku Polski też jeździliśmy na terenach pogranicza. Za czasów II RP tutaj właśnie przebiegała granica polsko-niemiecka, co było widać choćby po sposobie zabudowy osad oraz pomników przypominających wydarzenia z powstania wielkopolskiego.

Deja vu: już od początku miałem wrażenie, że w niektórych miejscach już wcześniej byłem na rowerze. W rozmowie z komandorem okazało się że słusznie, gdyż 23 lata temu w 1995r. nieodległe w Dominice i Osieczna były bazą dla organizowanego wówczas 36 zlot p.t.kol., tak więc ówczesne i obecne trasy zlotowe częściowo się pokrywały.

Adrenalina: po całodniowej trasie w kilku Ondraszków w ciasnej grupie sporą szybkością wracaliśmy do bazy. Na prostej drodze zza zaparkowanego dostawczego auta wprost pod nasze koła wyszła mała dziewczynka. Odruchowo skręciłem kierownicą i jakimś cudem ją ominąłem, jadący za mną Długi zdążył zahamować, a następny tuż za nim W.Owczarzy już nie zdążył, wpakował się na jego rower, w efekcie czego wykonał efektowną przewrotkę na bok. Dziewczynka przeszła przez drogę wprost w objęcia mamy, a my wstrząśnięci jakiś czas do siebie dochodziliśmy na poboczu. Aż strach pomyśleć, że mogło się to dużo gorzej skończyć.

 

[GALERIA FILMÓW - Zbigniew PAWLIK]

[GALERIA FILMÓW - Piotr HAMERA]

[27.05.2018 - GALERIA ZDJĘĆ - OTWARCIE - Piotr HAMERA]

[28.05.2018 - GALERIA ZDJĘĆ - DZIEŃ DRUGI - Piotr HAMERA]

[29.05.2018 - GALERIA ZDJĘĆ - DZIEŃ TRZECI - Piotr HAMERA]

[30.05.2018 - GALERIA ZDJĘĆ - DZIEŃ CZWARTY - Piotr HAMERA]

[31.05.2018 - GALERIA ZDJĘĆ - DZIEŃ PIĄTY - Piotr HAMERA]

[1.06.2018 - GALERIA ZDJĘĆ - DZIEŃ SZÓSTY - Piotr HAMERA]

Rechtór - Zbyszek