Ondraszków udział w 44 Biegu Piastów

Czorno

27.02.- 1.03.2020 r.

 

Ondraszków udział w 44 Biegu Piastów

 

W ostatnich dniach lutego miały miejsce różne biegi narciarskie w ramach 44. już imprezy Bieg Piastów, organizowanej w Jakuszycach koło Szklarskiej Poręby. W tym roku postanowili wziąć w nich udział troje członków TKK Ondraszek: Basia Toman "Apanaczi", Marian Wlach "Unisono" i Andrzej Słota "Jędruś" oraz częsty uczestnik rajdów Ondraszkowych, członek PTTK, przewodnik - Staszek Pawlik.

Wraz z dwojgiem kibiców i jednocześnie członków obsługi technicznej: Alą Wlach (która tekst ten popełnia niniejszym) i Andrzejem Hałczyńskim przybyliśmy wieczorem w środę, 26 lutego br., w tym celu do Jakuszyc, a właściwie do Harrachowa, gdzie wynajęliśmy kwaterę. Tak, u tego samego Pana Jandy, u którego nocowaliśmy w ubiegłym roku, rozpoczynając rajd wzdłuż Jizery. Następnego dnia w/w czwórka zarejestrowała swój zgłoszony wcześniej udział w biegach. Po południu już na istniejących w Harrachowie tzw. "stopach pro bieżkarzy" trochę trenowaliśmy biegi, nie wyłączając obsługi technicznej. Za to Basia i Andrzej wybrali zjazdy z Diabelskiej Góry. Był to plan B, ponieważ pierwotny – zjazdy na stoku Lolobrygida w Szklarskiej Porębie spaliły na panewce z powodu nieprzygotowanego stoku a i wiatru, który spowodował decyzję zarządcy stoku o unieruchomieniu wyciągu krzesełkowego.

W piątek, 28 lutego nastąpił dzień prawdy. Wstaliśmy skoro świt (no, może nie tak do końca), bez względu na trwające w przeddzień śpiewy w akompaniamencie Andrzejowej gitary, zjedliśmy lekkie śniadanie i wyruszyliśmy do Jakuszyc. Już o 9.00 rozpoczynał się bowiem pierwszy tego dnia bieg, na 6 km stylem klasycznym, a w nim startowali Basia, Staszek i Marian. W jeszcze wczoraj po południu sennych Jakuszycach zastaliśmy mnóstwo ludzi: zawodników i ich rodziny, kibiców, organizatorów, reporterów i fotografów, stoiska i namioty sponsorów. I pełno samochodów, musieliśmy więc zaparkować dość daleko od miejsca startu. Gdy tam dotarliśmy, było już wielu zawodników, bardziej lub mniej się rozgrzewających. Dopisała też pogoda, bo w ostatnich dniach spadł (i padał każdego dnia, gdy tam byliśmy) śnieg, tory były świeżo wyratrakowane. Wszystkich uczestników organizatorzy podzielili na cztery grupy, po 200 osób w pierwszych trzech i tzw. resztę w ostatniej, czwartej grupie, od deklarujących duży stopień znajomości rzeczy zaczynając. Bieg ukończyło 706 startujących, ale musiało dość dużo osób zgłoszonych wcześniej nie stanąć na starcie lub biegu nie ukończyć, bo numery startowe "naszych" były znacznie wyższe – np. 787 miał Marian. Ale to nie miało znaczenia.

Poszczególne grupy startowały co 3 (jeżeli dobrze pamiętam) minuty. Gdy dotarłam na metę, już dobiegali tam zwycięzcy biegu (!) - pierwszy po 23 minutach. Fajnie było obserwować zacięcie finiszujących biegaczy: gdy było ich kilkoro naraz, to nawet w ogóle 150., ale najszybszy z tej grupy, krzyczał "pierwszy". Zaraz za metą wolontariusze zakładali wszystkim medale na szyje, były foliowe "koce" oraz ciepłe napoje. "Nasi" zajęli następujące miejsca: Staszek Pawlik - 351., Marian Wlach - 391., a Basia Toman - 604. Ale zwycięzcami byli i tak naprawdę się czuli wszyscy. Za dużo czasu wolnego nie mieliśmy, bo o 12.00 rozpoczynał się bieg na 30 km stylem wolnym, a do niego zgłosił się Andrzej Słota, oraz jeszcze dwoje zaprzyjaźnionych i mieszkających z nami Słowaków, Ivanka i Laco. Wszyscy dopingowaliśmy Ich na starcie, potem coś przekąsiliśmy w restauracji Bombaj, a jeszcze później zajęliśmy miejsca na mecie w oczekiwaniu na zawodników. I wreszcie nadbiegli, bardzo widowiskowym ale i trudnym krokiem łyżwowym. Przybiegł też i zmieścił się w ustalonym limicie i Andrzej, którego podziwiamy za fakt ukończenia tego, naszym zdaniem trudnego dla amatorów dystansu (choć w sobotę była nawet "pięćdziesiątka"!).

W sobotę za to, już rekreacyjnie, wyruszyliśmy na biegówkach wprost spod naszej kwatery na 9-kilometrową trasę pnącą się łagodnie wzdłuż rzeki Mumlavka do schroniska Vosecka Bouda. Pogoda była w sam raz, nie za ciepło, śnieg bardzo dobry. Ja, no cóż, najpierw biegłam i to pierwsza, potem sunęłam po śniegu i wszyscy mnie wyprzedzili, a potem już tylko szłam, choć na biegówkach. Skutkiem tego dotarłam do schroniska ostatnia z ekipy. Gdy po odpoczynku i posiłku ruszaliśmy z powrotem, pogoda odmieniła się diametralnie – na górze była mgła, słaba widoczność i wiał wiatr, jednak im niżej, tym było lepiej. My z Marianem startnęliśmy na końcu, on zaraz przewrócił się tak pechowo, że… w obu butach zelówki do połowy oderwały się i o dalszej jeździe w tych warunkach nie było mowy. Gdy jednak zeszliśmy do tzw. rozcesti przy Krakonoskiej Boudzie i spadek ścieżki zmniejszył się, Marian postanowił jednak zjeżdżać – przypiął narty i pojechał. Ja zrobiłam to samo, jednak dużo wolniej. Wg Jego relacji po drodze jeszcze raz przewrócił się, jacyś niemieccy turyści pomagali mu odpiąć narty, które jednak powstawszy znów przypiął i już bez przeszkód dojechał do kwatery. Ja też po czasie tam dotarłam – zastałam już tam wszystkich. Byłam padnięta, dopiero wieczorem doszlusowałam do śpiewającej grupy.

W niedzielę tuż pośniadaniu spakowaliśmy się i ruszyli w stronę domu. Zatrzymaliśmy się jednak w Jakuszycach, bo tu zaczynał się ostatni w tym roku bieg - na 25 km, a w nim zapowiadany udział Justyny Kowalczyk. Ponadto zdobywcy medali chcieli jeszcze raz sfotografować się z nimi na tle dekoracji z imprezy. Ustawiliśmy się tuż przy linii startu i obserwowaliśmy pierwszą grupę z 2000 startujących (!), bo w niej oczywiście byli ci najszybsi i roztrenowywali się profesjonalnie, a my rozglądaliśmy się za Justyną. Tymczasem tuż obok Mariana pojawiła się... Wicemarszałkini Sejmu, kandydująca na urząd Prezydenta RP - Pani Małgorzata Kidawa-Błońska. Przywitała się z nami (z wieloma innymi naturalnie również), zapewniliśmy ją, że Cieszyn za Nią stoi - staliśmy też tak dosłownie, co widać na jednym ze zdjęć. Dosłownie na minutę przed startem przemknęła obok nas Justyna Kowalczyk, oczywiście z numerem startowym 1, wszyscy ją focili i my też, po czym nastąpił start. My zrobiliśmy zaplanowane zdjęcia, zrobił nam je też reporter biegów i umieścił na stronie zawodów, po czym wróciliśmy do autokaru. Jeszcze później, bo już wieczorem, zadowolonych, chociaż trochę obolałych przywiózł nas Andrzej do Cieszyna.

Relację zdjęciową z opisanej imprezy załączam mając nadzieję, że chętnie będzie oglądana.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - "Czorno" i "Unisono"]

 

"Czorno" i "Unisono"