Z rowerową wizytą u sąsiadów - dookoła Bielska- Białej cz.I (2020 r.)

Rechtór

19.07.2020 r.

 

Z rowerową wizytą u sąsiadów - dookoła Bielska- Białej cz.I (2020 r.)

 

Nasz "zamiejscowy" Ondraszek Włodek Nowak tym razem postawił przed sobą nader ambitne zadanie. Otóż wymyślił, że objedziemy Bielsko-Białą wzdłuż jego granic administracyjnych!. Jako, że jest to wielkie miasto toteż podzielił wyprawę na dwie części. Aby uczestnicy czuli się dowartościowani Włodek opracował specjalną kartę potwierdzeń do zbierania pieczątek po trasie, a finalnie na jej podstawie otrzymamy specjalną odznakę. Niebywałe!

W miejscu startu, tradycyjnie koło dworca PKP o godz. 9.00 zebrało się 16 uczestników: Ondraszków i rowerowa reprezentacja miejscowych pań. Wymieniliśmy serdeczne powitania (z wirusowych powodów z niektórymi Ondraszkami widzieliśmy się pierwszy raz w tym roku!), prowadzący Włodek objaśnił atrakcje dnia, rozdał karty potwierdzeń i ruszyliśmy bocznymi drogami w kierunku Komorowic. Mnie przypadł obowiązek "czerwonego światełka”, więc wlokąc się na końcu kolumny z Śmieszkiem komentowaliśmy jego niedawny wypadek na rondzie, po którym trafił do szpitala. Z konkluzją, że trzeba uważać właśnie wjechaliśmy na rondo, a zaraz za nami auto. Chcąc się nieco usunąć zjechałem bliżej środka ronda, najechałem na lekko wyniesiony skośny krawężnik i ... bęc, już leżałem rozciągnięty na drodze. Efekty: otarcia kolana i rozbite lusterko. A ledwie co powiedzieliśmy żeby uważać!

Naszym zadaniem po trasie było zebranie pieczątek w wyznaczonych kościołach. W polowaniu na pieczątki z racji długiego i bogatego doświadczenia przodował Olo z Juniorkiem, a reszta towarzystwa skwapliwie też podsuwała swoje karty. Księża których dopadliśmy machali pieczęciami jak urzędnicy na poczcie, i dziwowali się naszemu zainteresowaniu w zbieraniu potwierdzeń. Życzliwie jednak nie protestowali. Włodek prowadził nasz peletonik fajnymi bocznymi i widokowymi drogami i wkrótce w kartach pojawiły się pieczęcie kościołów w Komorowicach, Hałcnowie i Kozach. Tutaj w umówionym wcześniej trzygwiazdkowym hotelu - restauracji nastąpiła zapowiedziana dłuższa przerwa na małe jedzonko. Podzieliliśmy się spontanicznie i dobrowolnie na dwa zespoły: jeden w pomieszczeniu "fullwypas" na piętrze "wrzucał na ruszt" zamówione potrawy, a drugi na zewnątrz pilnował rowerów, bazując na własnych kanapkach😃.

Dobrze jednak, że coś zjedliśmy, bo prawdziwe schody były dopiero przed nami. Najpierw dojechaliśmy do Lipnika (pieczątka), a później wjechaliśmy / wyszliśmy na spore wzniesienie, aby z niego zjechać i wjechać / wyjść na kolejne. I tak parę razy, bowiem jechaliśmy u podnóży Beskidu Małego i Magury. Za to wartością dodaną była piękna panorama Bielska i okolic, którą po drodze podziwialiśmy, a bonusem był finalny dłuuugi zjazd do Straconki (tutaj pieczątkę wobec absencji księdza dostaliśmy u barmana w miejscowej gospodzie). Teraz nastąpił czas zwiedzania dolin - zjechaliśmy pięknym Bulwarem Młodości nad Białkę i docelowo do Mikuszowic Krakowskich do pięknego drewnianego kościółka św. Barbary (tutaj pieczątka - już ostatnia). Trafiliśmy też na uroczystość ślubną, więc kościół był otwarty. Mieliśmy zatem okazję podziwiać nie tylko piękną młodą parę, ale i przestudiować dość drastyczne polichromie przedstawiające męczeństwo św. Barbary namalowane bezpośrednio na drewnianych ścianach kościelnej nawy.

W dalszej drodze, wykorzystując ścieżki rowerowe wmontowane w nowoczesny układ komunikacyjny dróg wyjazdowych prowadzonych po estakadach nad naszymi głowami, wzdłuż rzeki Białki dojechaliśmy do nowej miejskiej atrakcji - plaży ulokowanej nad brzegiem rzeki, w sporym parku. Była to platforma wyniesiona nieco ponad teren, na której zamontowano na stałe drewniane wygodne leżaki. Po pełnych koszach na śmieci (niestety) widać, że miejsce to jest znane i odwiedzane przez plażowiczów. My też skorzystaliśmy i trochę podreptaliśmy w dość zimnej wodzie, ale z jednym wyjątkiem. Jedna z naszych uczestniczek wpakowała się do wody od razu po szyję (jakiś "mors" chyba 😊). Beztroskie pluskanie zakończył prowadzący Włodek trąbiąc na odwrót. Jadąc ścieżką rowerową wzdłuż wielopasmowej drogi wylotowej na Szczyrk, i następnie nieco klucząc po centrum ok. 16.00 dojechaliśmy finalnie do miejsca startu.

Tym sposobem po przejechaniu ok. 45 km zakończyła się dzisiejsza wycieczka, której ciąg dalszy zgodnie z zapowiedzią prowadzącego, nastąpi w roku przyszłym. Należy podkreślić, że szef wycieczki Włodek starannie ją przygotował, za co zebrał zasłużone gratulacje. Co ważne: uzgodnił nawet z wyższymi czynnikami, że cały czas było ciepło i słonecznie, a zapowiadane w prognozach burze zostały przesunięte na wieczór.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - Rechtór]

 

Rechtór - Zbyś