Relacja z pobytu na Śląsku w sierpniu 2020 r.

Czorno

3-6.08.2020 r.

 

RELACJA Z POBYTU NA ŚLĄSKU W SIERPNIU 2020 r.

 

Sezon pandemiczny "Ondraszek" już zakończył (bez naszego udziału...) i nawet rok 2020 się skończył, a ja jeszcze nie opisałam ostatniej tury naszego rodzinnego sezonu w odosobnieniu od Klubu. Z powodu niebezpieczeństwa zakażenia się COVIDEM-19 cały czas ograniczaliśmy kontakty do niezbędnego minimum, także z rodziną i nadal to czynimy. Kiedy więc Wojtek, nasza młodsza jesieniorośl, wyjechał z Rodzinką na tydzień na Mazury, Ich lokum uczyniliśmy bezkontaktową bazą wypadową. I tak od niedzieli 2 sierpnia byliśmy w Tychach, gdzie na osiedlu na literę "B", w odległości 5 minut drogi od stacji Szybkiej Kolei Miejskiej (w rzeczywistości raczej aglomeracyjnej), mają mieszkanie w/w Wojtkowie, bez żadnej zwierzyny żywej :). Od rana więc, po różnych zajęciach własnych wyruszaliśmy w drogę.

Nie tak intensywnie, jak zazwyczaj, wykorzystywaliśmy rowery - z różnych powodów, o których poniżej.

I tak w niedzielę tylko spacerowaliśmy w upale po osiedlu "B", lawirując w tłumie Tyszan, by zachować odległość od nich.

W poniedziałek, przy pięknej pogodzie ruszyliśmy w kierunku Promnic, przez Kobiór, jednak restauracja była nieczynna, kawę wypiliśmy więc dopiero nad jez. Paprocany, z pięknie zagospodarowanym nabrzeżem wokół – ludzi jednak stosunkowo mało – pandemia...

We wtorek na odmianę padało od rana, więc piechotką udaliśmy się na w/w stację i pojechaliśmy do Katowic, by zwiedzić Muzeum Śląskie, w zrewitalizowanych za unijne środki obiektach po KWK KATOWICE. Bardzo ciekawie i nowocześnie zorganizowane muzeum, budynki ładnie odnowione i przystosowane do interaktywnego zwiedzania, również teren pomiędzy nimi fajnie zagospodarowany, w tym łąki kwietne z przegorzanem (mamy 3 takie krzaczki na działce) i ziołami różnymi, wokół których pewnie w pogodne dni uwijają się różne owady.

W środę, już obeznani z zasadami zakupu biletów, spakowaliśmy sakwy, zabraliśmy rowery i dojechaliśmy na stację, po krótkim oczekiwaniu nadjechał pociąg. Wagon dla rowerzystów był na samym końcu, więc przemaszerowałam cały skład, by kupić bilety. Teraz już nie pamiętam ceny, ale podróż była bardzo tania. W Katowicach tuż koło dworca PKP przebiega ścieżka rowerowa, dojechaliśmy nią do Informacji Turystycznej, dostaliśmy mapki tras i… ruszyliśmy ku przygodzie. Najpierw ścieżka zaprowadziła nas pod Spodek. Tu było niezłe zamieszanie, bo organizatorzy przygotowywali trasę mającego się odbyć nazajutrz inauguracyjnego wyścigu Tour de Pologne. Nawet patrzyłam, że te barierki wytyczające drogę kolarzom ustawili blisko torów tramwajowych. Trudno było jednak przypuszczać, że w ferworze walki o wygraną jeden z kolarzy pojedzie nie fair! My pojechaliśmy dalej, za cel obrawszy zabytkową dzielnicę Giszowiec – właściwie ocalałą część tej dzielnicy domków jednorodzinnych, z pięknym budynkiem Domu Kultury położonym wewnątrz ogrodu i kawiarenką, w której serwowano świetną kawę. Po drodze natrafiliśmy na przeszkodę w postaci odbudowy drogi i mostu zawalonego jakieś 4-6 tygodni wcześniej - objechaliśmy ją bardzo dużym łukiem, przez las, trafiając właśnie na pamiątkę po kopalniana w postaci wagonika na trawniku (patrz jeden z fotosów). Stamtąd, jadąc "za tropem" przez las dotarliśmy do Nikiszowca, również zabytkowej dzielnicy mieszkaniowej, jednak domów wielorodzinnych, wybudowanych kiedyś dla rodzin górniczych. Pięknie rekapitalizowane osiedle. Zajrzeliśmy do Kościoła, na Pocztę i do dawnej Biblioteki, Muzeum Nikiszowca oraz na jedno ze wspólnych dla kilku budynków podwórek, do które wjeżdża się przez tunele w tych budynkach. Taki znak czasu zarejestrowałam: w otwartym oknie na parterze młoda kobieta wschodniej urody, a przed nią na parapecie posążek Buddy. W bardzo przecież tradycyjnie katolickim górniczym stanie to ciekawostka raczej, a może znak końca górnictwa, nadchodzący niewątpliwie... W parku naprzeciw Poczty zjedliśmy naszą wałówkę. Wracaliśmy do Tychów ścieżką poprowadzoną bocznymi, mało uczęszczanymi drogami z wydzielonym pasem rowerowym, m.in. przez osiedle wielorodzinnych budynków – Katowice musiały się dogadać ze Spółdzielnią i wspólnotami – parkiem i leśną dróżką, przez mostek na rzece Kłodnicy, przy której się wyfociłam. Dzieciństwo i nastoletni czas spędziłam przecież w Kłodnicy, osiedlu włączonym w trakcie reformy administracyjnej w 1975 r. do Kędzierzyna-Koźla.

W czwartek dotarliśmy do Katowic wczorajszym sposobem, by pojechać do Chorzowa. A tam, dojechawszy przez Park Katowicki z pięknymi rabatami kwiatowymi i dużym, starym drzewostanem, objechaliśmy lasy wokół ogrodu zoologicznego istniejącymi ścieżkami rowerowymi, które się jeszcze rozbudowują, a potem, zostawiwszy rowery na parkingu przy kasach zwiedziliśmy zoo – byliśmy tu ostatnio, gdy nasi synowie byli dziećmi… Wróciliśmy na kwaterę przez Brynów i Murcki, przepięknie poprowadzoną ścieżką, jednak zmęczeni upałem. Obiad zjedliśmy w małej restauracyjce blisko Browaru tyskiego.

Wieczorem zdecydowaliśmy, że wrócimy do Cieszyna w piątek, by upały lepiej znieść na naszym, cieszyńskim basenie!

Przejechaliśmy 146 km, głównie rowerowymi ścieżkami lub udostępnionymi dla rowerzystów chodnikami, niekiedy drogą głównie samochodową.

Podsumowując stwierdzam ponownie: Piękna nasza Polska cała – także w Jej centrum (no prawie) . Śląsk zaskoczył nas swoją przyrodą, parkami, mnogością ścieżek rowerowych, którymi mogliśmy bez problemu wrócić z Katowic, Promnic czy Chorzowa do Tychów, za każdym razem inaczej, ale zawsze ciekawie. I na pewno musimy tu jeszcze wrócić, bo nie cały plan zrealizowaliśmy.

Szczegóły - na zdjęciach, do obejrzenia których zapraszam.

 

[GALERIA ZDJĘĆ - Paparazzi]

 

Ala - Czorno