22-27.07.2024 r.

 

Obóz rowerowy ziemia kłobucka i lubliniecka

 

Pamiętając o sukcesie naszej ubiegłorocznej wyprawy do Beskidu Niskiego postanowiliśmy kontynuować taki kilkudniowy rowerowy obóz w oparciu o jedną stałą bazę. Zaproponowałem penetrację regionu położonego całkiem niedaleko, bowiem w naszym województwie, a jednocześnie bardzo mało znanego i rozpoznanego. Jest to rejon Kłobucka i Lublińca opodal Częstochowy do której wszyscy jeżdżą, niesłusznie pomijając tereny gdzie naprawdę jest dużo do zobaczenia. Znalezieniem noclegów został obarczony "Olo", a wszyscy uczestnicy tej wyprawy zgodnie stwierdzili, że wywiązał się z tego znakomicie. Finalnie w miejscowości Łebki nad rzeką Liswartą w lipcowy poniedziałek pojawili się: "Roztrzapek" i "Śmig", "Olo" i "Juniorek", "Druhna" i "Długi" oraz "Afi" i "Rechtór". Zamieszkaliśmy bardzo rustykalnej agroturystyce o nazwie Morgi (od nazwiska właściciela) w wygodnych izbach po przystępnej cenie. A całość, co aż trudno uwierzyć choć zlokalizowana w mocno zindustrializowanym woj. śląskim, to jednak była tak mocno zagubiona w lasach, że do najbliższego sklepu było ok. 7 km!

Program krajoznawczy wyprawy było mi nieco łatwiej ułożyć, bowiem okolicę poznaliśmy już wcześniej podczas sejmiku krajoznawczego zorganizowanego tutaj przez PTTK w Katowicach.

Pogoda też dopasowała się do naszych ambitnych planów, bowiem za wyjątkiem jednego deszczowego dnia było ciepło i słonecznie. A w ten jedyny dzień rowery po prostu zostawiliśmy w bazie, i autami zajechaliśmy tam, gdzie ze względu na odległość byłoby trudno dojechać i wrócić na bicyklu.

Podczas rowerowych wypraw poznaliśmy wiele ciekawych miejsc i budowli, które wspomnę tylko w telegraficznym skrócie: pałace w Koszęcinie, Lublińcu, Kochcicach i Patoce a także ruiny fortalicji w Dankowie. Pięknych kościółków drewnianych zaliczyliśmy całkiem sporo, bo spotkaliśmy je w Cieszowej, Lublińcu, Koszęcinie, Boronowie, Ciasnej, Brusieku, Pawełkach, Truskolasach, Gwoździanach i Sadowie. Odwiedziliśmy również piękne sanktuaria maryjne w Truskolasach, Lubecku (Matki Boskiej Gnojnej!), Dankowie i Kłobucku.

Bardzo mile wspominamy wizyty w muzeach: bł. Edyty Stein w Lublińcu, kolejowym w Herbach Nowych, bitwy z września 1939r. w Mokrej, Dywizjonu 303 w Napoleonie oraz paleontologiczne w Lisowicach. Zwłaszcza te dwa ostatnie były niesamowite, bowiem w wioskach, o których mało kto słyszał zgromadzono tak bogate zbiory, że próżno ich byłoby szukać nawet w znanych i renomowanych muzeach.

Z kolei w miasteczku Przystajń zobaczyliśmy sukiennice podobne do krakowskich, jednak w skali dopasowanej do tej niewielkiej miejscowości. W Krzepicach w dawnym klasztorze Kanoników Regularnych prześledziliśmy wyrytą w mosiężnej blasze historię miasta umieszczona na kościelnych drzwiach. Tutaj też odwiedziliśmy nieco zarośnięty żydowski kirkut, ale z dobrze zachowanymi żeliwnymi (!) macewami. Już zupełnie na sam koniec wyprawy zwiedziliśmy najbardziej znany zabytek Koszęcina, czyli pałac od lat będący siedzibą ZPiT "Śląsk" im. St.Hadyny z bogatą kolekcją trofeów z wielu wyjazdów i występów. Twórca zespołu jak wiadomo jest nierozerwalnie kojarzony z Śląskiem Cieszyńskim, bowiem pochodził z naszej Karpętnej na Zaolziu. Wg mnie może i ciekawszą była wizyta u p. Jana Myrcika koszęcińskiego znawcy lokalnej historii i kolekcjonera. Bogata kolekcja przeróżnych artefaktów umieszczona w przybudówce jego domu rodzinnego była arcyciekawa zwłaszcza, że oprowadzał nas sam gospodarz, i na temat każdego eksponatu coś ciekawego powiedział. Spod jego ręki wyszło też sporo wyeksponowanych publikacji i przewodników, w czym całkiem przypominał naszego śp. "Szeryfa". Swoją elokwencją, pamięcią i gruntowną wiedzą o regionie mocno nam zaimponował, choć miał już ponad 90 lat!. Nasze rowerowe eskapady liczyły zazwyczaj nieco ponad 50 km, choć też zdarzyło się przejechać i 89 km. Ale w tym raczej płaskim krajobrazie nie był to jakiś super wyczyn. No i jeszcze warto wspomnieć o wieczornych spotkaniach pod gwiazdami przy ognisku, wspominkach i śpiewach a'capella. Zwłaszcza te śpiewy chyba dobrze nam wychodziły, bowiem niosły się po wieczornych polach i lasach, a nazajutrz zbieraliśmy gratulacje i pozytywne opinie od sąsiadów 😄.

Myślę, że te parę dni spędzonych w tych zagubionych w lasach Łebkach na Morgach będziemy długo i dobrze wspominać.

 

[GALERIA ZDJĘĆ]

 

Rechtór-Zbyś