Do zorganizowania tej wycieczki zainspirowała mnie książka Jonasza Milewskiego „Dobra Pani w złym świecie” której promocja odbyła się we wrześniu ub. Roku. Rzecz jest o hr. Gabrieli von Thun und Hohenstein powszechnie znanej jako „Dobra Pani z Kończyc”. Czy powszechnie? Oto jest pytanie, na które próbowałem znaleźć odpowiedź prowadząc wyprawę jej śladami. Najpierw przeprowadziłem kwerendę w mojej bibliotece oraz internecie i stwierdziłem, że wiadomości historyczne o niej i rodzinie są dość skromne, a nawet mylące. Paradoksalnie wiele pomogła mi w/w książka, która choć z zbeletryzowanej formie trzymała się faktów, a także artykuł z dawnego Kalendarza Cieszyńskiego z 2003 r. w którym jej daleki krewny opisuje jej życie i rodzinę. Gabriela Ludmiła Maria Larisch von Moennich urodziła się w 1872r we Wiedniu, jednak szczęśliwie lecz niestety krótkie dzieciństwo oraz dużą część życia już jako hrabina Thun spędziła w Kończycach Wielkich, który to majątek po rodzicach odziedziczyła. Obaj rodzice zmarli młodo, nie dożywając nawet 50-tki (są pochowani w przyzamkowej kaplicy), i Gabrysia już w wieku 6 lat wraz z dwoma siostrami została sierotą. Wychowywała się u wujka w Wiedniu, zdobyła gruntowne wykształcenie, została damą dworu cesarzowej Elżbiety „Sisi” i była piękną kobietą. Wyszła za mąż za Feliksa von Thun und Hohenstein adiutanta cesarza Franciszka Józefa I. To szczęśliwe małżeństwo miało czworo dzieci, których losy też się różnie potoczyły.
Hrabina – nazwijmy ją Gabrysia chyba miała w genach wpisaną dobroczynność – i jak wierzyć opisowi jej sylwetki w w/w książce, była chodzącym po ziemi aniołem.
Podróż jej śladami rozpoczęliśmy na rynku w niewielkim 6 osobowym składzie. Na początek pojechaliśmy do szpitala, gdzie w roku 1910 jej staraniem wybudowano pawilon dziecięcy, a prawie połowę potrzebnej kwoty wyasygnowała z własnych środków. Na tym pawilonie jest tablica pamiątkowa jej poświęcona. Tutaj również w okresie I wojny światowej pełniła służbę jako przełożona pielęgniarek opiekując się rannymi żołnierzami. No i wreszcie po II wojnie dzięki dr Dalskiemu, tutaj też zamieszkała w jego służbowym pokoju. Ówczesne władze wyrzuciły ją bowiem z pałacu przeznaczając go na Dom Dziecka. Nie zraziło Gabrysi do PRL-u, wręcz przeciwnie bowiem była zadowolona, że to właśnie dzieci-sieroty zamieszkały w jej włościach. Jakże inaczej postąpiły władze II RP: choć była Austriaczką, to w uznaniu zasług na polu dobroczynności przyznano jej w 1922r. wysokie odznaczenie Order Polonia Restituta.
Kolejny przystanek nastąpił na ul. 3-go Maja. Tutaj zaglądnęliśmy do okien kamienicy, w której jakiś czas po wojnie otrzymała mieszkanie, i gdzie do końca życia mieszkała przez 12 lat wraz z siostrami Miksch – dawnymi opiekunkami jej dzieci. Teraz nastąpił długi przejazd do Frysztatu z wykorzystaniem nowo otwartej Kładki Sąsiedzkiej w Pogwizdowie. W Karwinie Raju zlokalizowaliśmy miejsce, a na starych zdjęciach wygląd obecnie nie istniejącego pałacu Laryszów. Był on użytkowany przez siostrę Garbysi – Franciszkę, która się tutaj przeprowadziła po śmierci swojego męża, i tutaj też zmarła w roku 1943r. Została pochowana w grobowcu Thunów w Kończycach Wielkich. Kolejnym miejscem postoju był pałac Laryszów w Frysztacie oraz ich grobowiec w podziemiach pobliskiego kościoła. Pałac jest obecnie muzeum wnętrz z epoki, więc gdyby go zwiedzić z pewnością poczulibyśmy klimat ówczesnych czasów. Jednak akurat z powodu sesji ślubnej był niedostępny, więc po uzupełnieniu płynów w przyrynkowej restauracji pojechaliśmy przez Kaczyce do Kończyc Wielkich. W rodowej siedzibie Gabrysi, która swój obecny wygląd zawdzięcza przebudowie dla młodych małżonków Thun und Hohenstein przyjął nas obecny właściciel tych dóbr p. Marcin Lipski. Oprowadził nas po wyremontowanej części pałacu, choć widać było, że do końca remontu jeszcze daleko. W odremontowanym pomieszczeniu stylizowanym na epokę na ścianach wisiały portrety ich dzieci: Erweina, Ferdynanda, Anny i Jetty. Z nich tylko Erwein ku rozpaczy matki był zagorzałym hitlerowcem, i za poczynione zbrodnie został stracony w roku 1946 na Węgrzech. Pozostałe rodzeństwo jeszcze przed sowieckim „wyzwoleniem” wyprowadziło się do Austrii, i tylko Gabrysia choć nie była Polką postanowiła pomimo ich nalegań pozostać wśród swoich. Ostatni przystanek tej niezwykłej podróży jednego życia nastąpił na cmentarzu w Kończycach Wielkich, gdzie zapaliliśmy światełko pamięci. Tutaj u boku męża który zmarł w 1941r. oraz swojej siostry spoczęła w 1957r. też hrabina Gabriela. Jej pogrzeb był wielotysięczną manifestacją ludzi, którzy ją doceniali za to niezwykłe dobro, jakie niosła wszystkim w tych niełatwych czasach. I wg mnie nieco krzywdząca jest opinia Władysława Magiery w swojej książce „Cieszyński szlak kobiet”. Uhonorowała ją umieszczeniem kamienia pamięci na cieszyńskim zamku jednak stwierdziła, że łatwiej jej było zostać filantropką bo miała z czego rozdawać. Jednak myślę, że to nie majątek czyni kogoś wrażliwym na potrzeby innych, ale niepospolity charakter.
Choć jej postać była już kiedyś tematem ondraszkowej wyprawy bardzo się cieszę, że to ja mogłem uczestnikom wycieczki przybliżyć niezwykłą postać „Dobrej Pani w złych czasach”.
Rechtór-Zbyś
